Croissant z dżemem; kawa z mlekiem.
Croissant with jam; coffee with milk.
Pełno ostatnio w internecie artykułów na temat szkodliwości i bezsensowności przechodzenia na dietę bezglutenową (wyłączając oczywiście celiakię). Artykułów bardzo na czasie, jeśli chodzi o mnie, postanowiłam więc i ja dodać coś od siebie.
Tak, przeszłam na dietę bezglutenową nie mając celiakii. Tak, zostało mi to zalecone przez lekarza, który stwierdził nietolerancję glutenu. Tak, czułam się dużo lepiej. Tak, od jesieni znów jem gluten.
Lekarz po roku diety bezglutenowej coraz częściej sugerował mi ponowne wprowadzanie glutenu. Bałam się, ale w końcu się przełamałam. Zaczęłam od owsa, zero reakcji. Później słód jęczmienny, również ok. Dalej orkisz i żyto, i tu już nie było kolorowo - po kilku dniach objawy wróciły. Pszenicy bałam się jak diabeł święconej wody, więc nawet nie próbowałam, zostawiłam owies i jęczmień i poza tym jadłam dalej bezglutenowo. Na święta mama zrobiła moje ukochane niegdyś wafle, zwane również pischingerem... kusiły kilka dni, aż w końcu się poddałam i zjadłam kawałek. Następnego dnia zjadłam dwa. Później kromkę chleba. Kawałek pizzy. Zero reakcji.
Nie wiem, jak tłumaczyć moje cudowne ozdrowienie.Lekarz też nie wie. Nie lubię lekarzy.