W moim życiu nadszedł ostatnio moment, w którym zauważyłam że ilość rzeczy jakie posiadam zaczęła mnie przytłaczać. Jeszcze niedawno kolekcja moich kosmetyków była prawie na poziomie blogerek kosmetycznych. Fakt- lubiłam testować nowe kosmetyki, ale przez to często większość z nich nie została przeze mnie do końca zużyta.Pamiętam jak marzyłam o komodzie z wielką szufladą gdzie miałabym zorganizowane wszystkie kosmetyki do makijażu, nowe paletki, nowe pędzle...
Teraz- dążę do tego, żeby mieć jeden- ale naprawdę dobry podkład, jeden puder, maskarę itd. Kiedyś raz w tygodniu potrafiłam iść do drogerii i kupić nową rzecz. To chyba już podchodzi pod uzależnienie? Rzeczy były raz lepszej, raz gorszej jakości. Czasem szłam na ilość, czasem na jakość- mimo wszystko ilość tego wszystkiego była bardzo duża. Co z tego, że miałam 4 maski do włosów, na których zużycie musiałabym poświęcić dobrych kilka miesięcy. Jeśli zobaczyłam jakąś nową i tak ją kupiłam.
To samo tyczyło się ubrań. Teraz powoli dojrzałam do tego momentu, żeby większość z nich spróbować sprzedać. Wstyd się przyznać, ale mam ubrania, których nawet nie zdążyłam ani razu ubrać. Pozostałą część oddam. Oczywiście nie jest to dla mnie łatwe- otworzyć szafę i wyrzucić większość. Przecież, to może się przydać, a to tak ładnie wygląda (niekoniecznie na mnie). Dlatego takie porządki robię raz na jakiś czas i powoli pozbywam się rzeczy.
Oczywiście te dwie przykładowe kategorie z mojego życia to nie wszystko. To samo tyczy się jedzenia, gadżetów, kalendarzy- można wymieniać i wymieniać.
Dlaczego o tym mówię? Zarastamy rzeczami...
Mimo, że mój dom nie wygląda tak:
to i tak według mnie mam wszystkiego za dużo.
Za większość rzeczy, które kupiłam- niepotrzebnie pewnie miałabym dobre wczasy albo naprawdę dobry telefon. No ale nie chodzi tu też o aspekty finansowe, można się we wszystkim pogubić. Marnuje to nasz czas. Co z tego, że mamy szafę pełną ubrań- i tak stoimy przed nią nie wiedząc co założyć a ostatecznie wybieramy głównie te same zestawy- a i tak do końca nie jesteśmy zadowoleni z efektu finalnego.
Mimo, że nawyki nie kupowania takiej ilości rzeczy mam już od jakiegoś czasu, to wciąż nie jest to poziom do którego dążę. Dlatego moim głównym postanowieniem na ten rok jest wprowadzanie minimalizmu, krok po kroczku. Zwracanie większej uwagi na ulotne chwile, emocje, a nie na rzeczy.
Czy wy też macie takie wrażenie, że nowe rzeczy cieszą tylko przez krótką chwile, a potem już tylko przytłaczają? Może macie jakieś doświadczenie z sprzedawaniem ubrań w internecie, jakie strony polecacie? Macie dla mnie jakieś rady? Co sądzicie o tym całym minimalizmie?
źródło obrazka: http://static.polityka.pl/_resource/res/path/7c/88/7c884cb3-2fc6-40b0-9d82-fa938d9343a5