Nigdy nie recenzowałam dla was świec, ani wosków. Choć wiem, że wiele z Was to robi na swoich blogach, a teraz pomyślałam, że warto i dla was i dla samej siebie, bo pamięć bywa zawodna:)
Recenzje te będą raczej krótkie bo nie jestem ekspertką w tej dziedzinie.
Woski są moim świrem już od prawie roku. Wcześniej do kominków wlewałam jedynie olejki.
Yankee Candle - Fresh Cut Rose
Wosk Fresh Cut Roses to standardowej wielkości wosk
tartinka od Yanee Candle. Struktura zwarta, mydełkowa i lekko krucha przy krojeniu.
Fresh Cut Roses to kolor delikatnego różu w odcieniu, który w Polsce popularnie zwany jest majtkowym (co podejrzewam ma korzenie w PRLu).
Zapach prócz tego, że jest
bardzo intensywny to ma
mydlaną nutę. Nie jednoznacznie wskazałabym, że chodzi tu o kwiatowy zapach i to w dodatku 'świeżo ściętych róż'
Troszkę jest tu
nuty poziomki i i raczej to ten zapach wskazałabym gdyby ktoś zawiązał mi oczy.
Zapach jest słodki i niedrażniący. Wosk po rozpuszczeniu raczej traci na intensywności i zapach nie jest już taki ostry. Czas użytkowania wosku jest też raczej umiarkowany i nie jest to wosk, który będziemy mogli palić przez kilka tygodni.
Jedna porcja do małego komika wystarczy nam na max 2 tygodnie.
Czy też macie ten problem z woskami, że najpierw wywąchacie milion a potem i tak bierzecie niemal przypadkowy?
Ten chyba był kupiony właśnie w taki sposób.
Nie został moim ukochanym woskiem i właściwie zużyłam tylko ćwiartkę i wciąż nie mam dużej ochoty by spalić go do końca.
Yankee Candle - Fresh Cut RoseCena: 8 zł
Ocena: 3/5
Ponowny zakup? Nie