Pamiętam jak bardzo zraziłam się na początku serii "Argan" od Eveline, gdy kupiłam linię do włosów w pełnym zestawie: szampon, odżywka i duży olejek. Już po pierwszym umyciu czuła przeciążenie i że coś po prostu nie gra. Ale jak następnym rankiem obudziłam się z tłustą głową, to wiedziałam co jest tego przyczyną.
Kilkanaście razy przechodząc w drogeriach obok złotych opakowań Eveline omijałam je jakby mnie parzyły, z drugiej strony się nie dziwię, jeśli wydałam podnad 50 zł na kosmetyki, które leżą sobie w szufladzie komody, a któych już nie użyję.
Postanowione było już dawno. Precz z Eveline, precz ze złotem, które mnie mogłoby omamić.
I tak oto trafił do mnie krem w świątecznej paczce od Gabi z
http://cosmetic-addiction.blogspot.comWaniliowy krem-maska do rąk, Eveline Argan Gold Edition
Pierwsze co uczyniłam sięgnąwszy po tubkę to zaczęłam czytać (zboczenie zawodowe).
Waniliowy... (eee... waniliowy, przecież ja wanilię zdzierżę jeśli jest jej odrobina)
krem-maska (ooo...) do rak i paznokci
z masłem shea i witaminą E.
Do skory suchej i bardzo suchej (ooo to takiej jak moja).
Całe opakowanie to
niewielka tubka w złotym mieniącym się kolorze. Na głównej nadrukowano kwiat i laskę wanilii.
Na odwrocie znajdziemy informacje o produkcie, sposób stosowania, składniki i wszelkie dane producenta. Opakowanie z zatyczka na klik.
W tej niewielkiej tubce mieści się 50 ml kremu. Odtykam zatyczkę by powąchać, obawiam się bardzo o tę wanilię. Wącham i mmm...
tak pięknego zapachu dawno nie czułam. Delikatny, łagodny perfumowo-waniliowy z wyraźną nutą cytrusów. Tak to mój zapach. A przecież Michel*, powiesz że jest waniliowy? To nic... Bo jest taki piękny
* (za dużo oglądasz ti vi enu - jakby to powieciała moja babcia)
Krem
ma dziwny kolor miodowo-musztardowy. Jest taki żółciutki jak kogel-mogel na wiejskich
jajkach. Podoba mi się ten kolor wizualnie, choć z drugiej strony na pewno nie jest naturalny.
Konsystencja kremu jest bardzo przyjemna.
Ma odpowiednią gęstość, to znaczy ani nie jest gęsty ani zbyt płynny. Po wyciśnięciu łatwo
rozprowadza się na skórze na zasadzie uwodnienia a nie tłuszczowej warstwy. Co jest dla mnie cennym doświadczeniem, bo kremy, które dotychczas stosowałam raczej tłuściły ręce.
Krem należy aplikować pomalutku, już ilość pestki wiśni wystarczy na obie dłonie (takie małe jak moje :P bo pewnie na inne dwie pestki). Natomiast gdy wyciśnie się go zbyt wiele, to trudno by później się wchłonął.
Co do wchłanialności to wszystko
błyskawicznie się wchłania i sprawia, że zaraz możemy przejść do swoich czynności pisania po kartce czy na klawiaturze :)
Nie sprawi on natomiast nawilżenia na stałe, owszem
nawilża ale na chwilę, potem gdy się wchłonie już nawilżenia nie czuć, ale nie jest to aż tak przykre, bo w ogólnym rozrachunku sprawia, że już po kilku dniach dłonie są w znacznie lepszej kondycji.
Co do stanu paznokci to ciężko mi jest zauważyć różnicę, bo stale mam na sobie hybrydy, a gdy ich nie mam to paznokcie i tak nie są idealne.
Nie jest jednak zbyt wydajny, choć od innych słyszałam, że bardzo wydajny, natomiast przy moim natręctwie kremowania rąk gdy krem jest w zasięgu wzroku jest on raczej średnio-wydajny i starcza na 2 tygodnie.
Podsumowując jest to naprawdę
fajny krem o obłędnym zapachu za niewielkie pieniądze. Myślę, że w przyszłości chętnie bym do niego wróciła, gdyby nie fakt, że przez tatę z pracy zalewana jestem kremami do rąk Cztery Pory Roku
Plusy:
- nawilża
- ma lekką konsystencję
- pięknie pachnie
- odżywia dłonie i poprawia ich kondycję
- jest tani
Minusy:
-niezbyt wydajny
Kupione w: prezent
Cena: ok. 6-7 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: tak