Dermaglin to marka kosmetyków, której prosukty opierają się na zastosowaniu w nich zielonej glinki.
O glince kambryjskiej zapewne już czytaliście, ale zbierając to, co najważniejsze jest naturalną skałą osadową, wydobywaną ręcznie na głębokości 40 m. Poddana oczyszczaniu i filtracji wędruje do naszych kosmetyków jako najlepszej jakości zielona glinka kambryjska.
Moja przygoda z glinką zaczęła się już jakiś czas temu, gdy kupiłam pojemnik suchej zielonej glinki do samodzielnego przyrządzania.
I tak przez pewien czas nie czułam potrzeby sięgania po gotowce drogeryjne.
Aż do pewnego razu gdy przypadkowo trafiły do mnie dwie maski: do stóp i do twarzy.
Wtedy pomyślałam, że to jest to!
Ja przyrządzając maseczki raczej powielałam schemat: woda różana, olejek arganowy i zazwyczaj to wszystko.
Do przodu hej! - pomyślałam i stałam się posiadaczką kilku kolejnych maseczek.
Dziś chcę Wam pokazać ich bogactwo. A dodam, że to tylko kilka podstawowych maseczek z oferty, bo Dermaglin posiada ich naprawdę sporo w swojej ofercie. I nie tylko do twarzy. I nie tylko dla kobiet.
Maseczka do skóry głowy Maseczka ma zieloną barwę, delikatny zapach, który jest raczej neutralny i na pewno nie jest nieprzyjemny.
Maska ma bardzo gęstą konsystencję. Naniesiona na dłonie nie zjeżdża i nie rozpływa się, co pozwala na sprawną aplikację. W masce
pojawiają się grudki, co jest naturalne i nie wpływa na działanie ani na rozporowadzenie glinki.
Nakładanie nie należy do najbardziej przyjemnych, bo maska troszkę ciągnie włosy i nałożenie jej bezpośrednio na skórę jest nieco niemożliwe, ale poświęcając trochę czasu byłam w stanie uzyskać zadowalający efekt.
Maski w opakowaniu jest 20 g ale ilość ta okazała się zbyt obfita, bym mogła ją w całości wykorzystać.
Jedna aplikacja wystarczyła by zobaczyć efekt,
włosy naprawdę przestały się przetłuszczać. Resztę maski wyrzuciłam, bo nie chciałam ich zbyt mocno przesuszyć.
Maska po nałożeniu
zastyga na włosach przez jakieś 15 minut. Po tym czasie spryskałam włosy olejkiem arganowym i mgiełką z jantara. Maska nieco się rozpuściła. Przed umyciem włosów długo polewałam je wodą, by nie wyszarpać sobie ich z cebulkami. Nanosząc szampon też trzeba uważać, bo zbyt mocne tarcie może uszkodzić strukturę włosa. Umyłam głowę szamonem 3 razy, nałożyłam odżywkę a później maskę.
Włosy po umyciu były dość szorstkie i nieco kredowe w dotyku.Postanowiłam dodatkowo je nawilżyć.
Proteiny jedwabiu sprawiły, że włosy ładnie błyszczały po umyciu. Na pewno jeszcze kiedyś sięgnę po tę maskę, bo zdecydowanie ma świetne działanie dla włosów, które się przetłuszczają.
Maseczka peeling odświeżająca Maseczka o gęstej konsystencji. Kolor właściwy dla zielonych glinek. Maska
praktycznie bezzapachowa z lekką nutą gliny. Nie wpływa to na odbiór kosmetyku.
Maseczkę nanosi się palcami na skórę i delikatnie wmasowuje kolistymi ruchami. Spodziewałam się drobinek, które będą ścierać naskórek, ale
nie ma w niej żadnego ścieraczka, prócz naturalnie występujących drobinek z gliny.
Maskę pozostawia się po minucie masowania na kolejnych 15-20 minut. Maska zastyga i
pojawia się nieco nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. Zmywa się bardzo fajnie, można przed prysnąć twarz wodą termalną. Potem leciutko zmoczyć twarz wodą. Następnie przy pomocy żelu do mycia twarzy zmyć glinkę. Ja używam do tego specjalnej gąbeczki, która niestety szybko się niszczy po zmywaniu glinek.
Skóra po użyciu jest
fajnie napięta i nieco przesuszona. Maski w opakowaniu jest aż 20 gram, u nas wystarczyło na 3 twarze ;) moją, mamy i siostry
Maseczka do stóp ze skłonnością pocenia
To dopiero jest hardcore :) Zastanawiałam się przed użyciem jak ja to zrobię :) W wannie? Przecież nie wytrzymam 15-20 minut w suchej wannie bez wody nie zanudzając się na śmierć. W wannie z ksiażką? Ale to nie wygodnie.. Wziąć poduszkę? Eee,,,
Postanowiłam zaryzykować i zrobić to przed tv :) Przygotowałam się! Wzięłam reklamówkę, żeby nie pobrudzić sofy. I wzięłam dwa małe woreczki, które zastąpią mi skarpety, bym mogła swobodnie dojść do łazienki.
Maseczka ma świetną, gęstą konsystencję. Bardzo fajnie się ją nałada. Dodatek mięty w składzie sprawia, że
maska pozostawia miłe, chłodzące wrażenie :)
Nałożyłam i co? Zapomniałam, że będę mieć upaćkane ręce :) Musiałam zawołać siostrę by przybyła z miską wody :)
Czułam się jak królewna :) Leżałam przez 20 minut i nikt nie mógł w tym czasie nic ode mnie chcieć :)
Maska zastygała dość długo, ale też warstwę nałożyłam porządną. Myślę, że pół godziny zeszło nim zaschła.
Założyłam woreczki i jazda do łazienki. Tak, jazda to najlepsze określenie ;D
Dotarłam, spłukałam pod prysznicem i poczułam niesamowitą gładkość, taką miłą jak po użyciu fajnego kremu :)
Moje stopy w lecie niestety się pocą, a ta maseczka sprawiła, że zredukowałam ten problem znacznie.
Maseczki używałam w lecie, teraz mam w szufladzie kolejne opakowanie, lecz nie widzę sensu używać jej zimą. Może na wiosnę, a może latem?
Dodam, że tej maski jest w opakowaniu aż 40 g :)
Maseczka przeciwzmarszczkowaMaseczka ta zawiera
ekstrakt z miłorzębu, zielonej herbaty i olejku jojoba.Jej głównym zadaniem jest
napięcie skóry i spłycenie zmarszczek. Maseczka jest dość
gęsta, jednolita w swojej strukturze o charakterystycznym zielonym kolorze.
Nakłada się ja równie dobrze jak pozostałe maski. Zastyga w podobnym czasie ok. 15 minut. Skóra po jej użyciu jest
fajnie napięta i delikatnie wysuszona. Nie wiem jak działa na zmarszczki, bo ich nie mam, ale mam nadzieję, że w pewnym stopniu używając jej zahamowałam ten proces.
Choć bądź co bądź, nie oczekuję cudów po 2 aplikacjach, bo na tyle starczyło mi 20 gramowe opakowanie.
Maseczka KleopatraMaseczka ma za zadanie odświeżyć i nadać młodzieńczego blasku skórze.
Ma podobną konsystencję do poprzednich masek i podobnie zachowuje się do swoich sióstr glinkowych :)
Ta z nich wszystkich pachnie najładniej bo wyczuwalny jest różany aromat, to co podoba mi się, to użycie w jej składzie miodu pszczelego.
Maseczka zastyga po szacowanych 15-20 minutach.
Jest jedną z moich ulubionych, bo delikatnie wysusza cerę i sprawia, że skóra staje się milutka w dotyku.
Dodatkowo po 3 aplikacjach (z opakowania 20 g) dzień po dniu zauważyłam znaczną redukcję zaczerwienień na twarzy.
Wiem, że ta glinka jeszcze nie raz u mnie zagości ;)