Cześć :)
Fajnie sie ostatnio złożyło, że wiosna obfitowała w kampanie, w których mogłam wziąć udział.
Kolejnym projektem, który mogłam realizować dla platformy Trnd było zapoznanie się z produktami do prania i płukania (Ariel i Lenor)
Ariel 3w1 Moutain Spring i Lenor Gold Orchid
Głównymi produktami w projekcie do mojego użytku były:
- kapsułki do prania Ariel 3in1 Moutain Spring
- płyn do płukania Lenor Gold Orchid
Ariel 3w1 Moutain Spring
Z kapsułkami do prania Ariel znam się już od dawna.
Udział w kampanii więc był dla mnie jedynie okazją do podzielenia się opinią, produktami z innymi.
Kapsułki Ariel 3w1 są naprawdę niezawodne i mają swoje stałe miejsce w mojej łazience.
Gdy przyszły wciąż stało jeszcze poprzednie niezużyte do końca opakowanie.
Dlaczego przed kampanią kupowałam te kapsułki? Zauważyłam, że mają
najsilniejsze działanie z dostępnych na rynku. To dla mnie ważne.
Pracuję z dzieciakami w różnym wieku, także z tymi najmniejszymi (i najsłodszymi) 3-4 latkami. Ich wyobraźnia nie ma granic, ale należy nią pokierować. Jak? Dając im pędzel, farby, flamastry.
Wszystko na sali gdzie tworzą dzieci dzieje się niesamowicie szybko. Często sama coś na siebie wyleję, czasem się dotknę ale częściej jestem usmarowana od stóp do głów przez dzieciaki, które nie zdają sobie sprawy, że flamaster brudzi i chcą nim coś pokazać, albo mając brudne rączki po prostu chcą się przytulać :)
Do tego w pracy dochodzą jogurty, czekolada na której zdarza mi się usiąść gdy niezauważanie przyklejona jest do dywanu, a do tego krew, pot i łzy (na szczęscie to pierwsze bardzo rzadko)
Praca nauczyła mnie, że z nienagannie ubranej i schludnej dziewczyny zamieniłam się w upaćkaną specjalistkę od plam :)
Już dawno zorientowałam sie, że kapsułki Ariel spośród dostępnych produktów są niezawodne. Ich działanie zależy od twardości wody i rodzaju plam.
Miękka woda - łatwa plama? Jedna kapsułka.
Twarda woda - wstrętna plama? Dwie kapsułki.
Przyznam się, szczerze, że o ile piorę w miękkiej wodzie, to jednak plamy czasem nie są łatwe, ale w moim przypadku jedna kapsułka zdecydowanie wystarcza.
Kapsułki mają 3 składnikową formułę. To co kryje się w ich wnętrzu jest doskonale widoczne, a całość opakowana jest w żelkową powłoczkę. Oj kusiła mnie nie raz by mocniej ją nacisnąć ) Tak jak w dzieciństwie kusiły mnie odpustowe gniotki.
Ariel 3in1 Moutain Spring przeznaczony jest do wszystkich rodzajów ubrań bez względu na kolor. Można prać w nim zarówno białe jak i kolorowe rzeczy.
Główną zaletą kapsułek jest nie tylko pranie, ale także wielozadaniowość.
Usuwa niemal wszystkie plamy: tłuszcz trzeba wypierać w wyższych temperaturach a krew uprzednio zaczyścić lodowatą wodą bez detergentów.
Pranie, które wyciągamy z pralki pachnie niesamowicie. To zapach świeżości i naprawdę przywołuje skojarzenie wiosennego poranku w górach (eeehhh... rozmarzyłam się).
Odkąd pojawiły się na rynku w moim domu raczej nie kupuje sie już proszków. Wiecie dlaczego? Wiele z nich sprawiało, że zapychał się otwór dozownika, proszek nie rozpuszczał się do końca a nieraz po wyjęciu ubrania pachniały niezbyt przyjemnie.
Ciężko było dobrać mi odpowiedni produkt.

Z pomocą przyszły mi kapsułki. Naprawdę.
Są mega wygodne. Nie muszę się brudzić, ani martwić o to, że wysypię proszek z woreczka lub pojemnika. Teraz
wystarczy tylko umieścić kapsułkę w bębnie do prania. Należy tylko pamiętać, by mieć suche ręce, ta powłoczka, wykonana jest z materiału, który w kontakcie z wodą sprawia, że włókna ulegają rozpuszczeniu.
Nie pamiętam już czy zawsze tak robię (bo ja jednak jestem gapowata i niedokładna) to wy jednak dla bezpieczeństwa pamiętajcie by domykać wieczko pudełka. Tak w razie czego, żeby nie było, że nie uprzedzałam.
Lenor Gold Orchid
Opowiem Wam anegdotę związaną z Lenorem :) Dowiecie się z niej między innymi, że to także nie moje pierwsze doświadczenie z tym płynem.
Na studiach mieliśmy koleżankę. Dziewczyna zawsze gdy przychodziła na uczelnie pięknie pachniała, ale nie był to zapach perfum, ani żadnego kosmetyku. Po prostu jej ubrania pachniały tak ładnie i tak intensywnie, że chyba nawet niczego więcej nie używała. Nie byłyśmy z tą koleżanką mocno zżyte. Ale zawsze byłyśmy ciekawe czym pierze, że jej ubrania tak ślicznie pachną. Pewnego razu gdy udaliśmy się do Klubokawiarni Komitet, by zakosztować smak PRLu, który niemal nas ominął. Jedna z koleżanek po kilku Zdrojach Świętokrzyskich tudzież innych Atakach Chmielu zapytała wprost "Ej, Jadźka a czym ty pierzesz te swoje ciuchy, że one tak zajebiście pachną". Na co "Jadźka" nam odpowiedziała, że to Lenor, z cyfrą 7 na dole, ale to niezwykle ważne by miał tą 7mkę na znaczku, bo wtedy pachnie dużo mocniej. A potem nas zmartwiła, że to tylko w Niemczech. Ale usilnie zamawiałyśmy niczym nie zrażone Lenor z 7mką na allegro po 8 sztuk w kartonowych pudełkach. Następnie nastały czasy, gdy można go było kupić w sklepach typu "Chemia Niemiecka" ale miejskie legendy głosiły, że Lenor jest chrzczony jak wiejski bimber.

A teraz... Teraz legalnie stoi już od mniej więcej 2 lat na półce w sklepie.
Nie muszę Wam mówić, że to kolejny
niezbędnik w moim domu do prania a właściwie do płukania :D. Zawsze go kupuję. Zawsze. Kombinuję z zapachami, czasem w Biedronce kupuję w dwupaku, na zapas i dlatego, że taniej. Ale nie wyobrażam sobie prania bez Lenora.
Lenor Gold Orchid pachnie niesamowicie. To taka kwiatowo-orientalna nuta z wyraźnym aromatem wanilii. Delikatnie zmysłowa i bardzo przyjemna. Ubrania pachną długo, długo po praniu. A gdy rozwieszę je na podwórku, to wierzcie lub nie, ale zapach wyczuwalny jest nawet z dalekiej odległości i niesie się z wiatrem.
Ubrania są przyjemne i miękkie w dotyku. O wiele bardziej niż wtedy gdy płynu nie użyjemy. Naprawdę ta różnica jest mocno odczuwalna. Zaraz pokażę Wam zdjęcia i zobaczycie, że idealnie radzi sobie z polarami - dawniej się kosmaciły i nie wyglądały fajnie. Ten mam już ponad pół roku, a musicie wiedzieć, że to mój "codzienny polar" taki w który przebieram się po pracy, w którym sprzątam a czasem nawet idę pobiegać jak zimno.
Zobaczycie też delikatne ubrania z koronką - miętowy sweter, którego bałam się prać bo złożony jest jakby z pojedynczych elementów siateczko-koronki, ale na szczęscie nic mu się nie stało i nadal mogę się nim cieszyć. Zobaczycie białe koszule, które dzięki kapsułkom zachowują śnieżną barwę i nie żółkną.
Moje drogie :)
A wy w czym pierzecie?
Proszek, kapsułki, płyn?
Używacie czegoś do płukania?
Na czym Wam najbardziej zależy, jakie porażki podczas prania zaliczyłyście?