Afganistan. Relacja Borowika, Jan Jagoda, Władysław Zdanowicz
Księgarnia Zdanowicz 2015
Książka jest uzupełnionym wydaniem z 2009 roku. Liczba nowych stron jest naprawdę znaczna, natomiast wersja nie poddana jak dotychczas żadnej cenzurze (oczywiście w granicach rozsądku i tajemnic państwowych)
Afganistan. Gdy słyszę to słowo tak naprawdę myślami jestem przy telewizyjnych wydaniach Wiadomości. Będąc nastolatką nieszczególnie interesowały mnie działania zbrojne na świecie. Czasem tylko przy okazji Wigilii oglądając reportaż myślałam "To smutne...". Nie wiedziałam jednak jak wygląda to w rzeczywistości.
Książka jest fabularyzowanym dokumentem dwóch autorów. Pierwszy z nich to autor podpisujący się pseudonimem Jan Jagoda. Uczestnik misji w Afganistanie. Drugi - Władysław Zdanowicz to niejako mentor i opiekun, a teraz także wydawca. Początkowo książka wydana była jedynie pod jego nazwiskiem, ze względu na bezpieczeństwo.
Literatura faktu ma to do siebie, że jest nośnikiem wielu emocji, często skrajnych: pozytywnych i brutalnych. Tak też jest i tym razem. Relacja pisana jest raczej prostym językiem, choć poprawnym. Nie myśl jednak, że spotykasz się z baśnią o Kabulu. Autor pisze często językiem potocznym, gwarowym, znanym w kręgu zawodowym. Jednak przeciętny czytelnik nie będzie miał problemu z przyswojeniem tej wiedzy. A ja jako kobieta, byłam rada, że co nieco wiedzy wojskowej mogę z lektury wynieść. Trudne słowa opatrzone są przypisami dolnymi.
W kwestii języka należy zaznaczyć, że mocno opatrzony jest rzucanymi "kurwami" tudzież "chujami".
Głównym bohaterem jest żołnierz BORu o pseudonimie "Młody". Z miejsca dostaje przydziałdo ochrony Ambasady w Kabulu. To wyróżnienie dla dobrze zbudowanego i inteligentnego nowicjusza. Jedzie na misję gdy tymczasem jego koledzy noszą teczki osób państwowych.
Lektura wiedzie karta po karcie przez codzienność życia w Afganistanie. Nie rysuje się tu wizja scen rodem z wytwórni filmów sensacyjnych. Każdy dzień to ciężkie zmagania żołnierzy. Ujarzmieni pod butem dowódców nie mają prawa się im przeciwstawiać. Są tylko pionkami w politycznej grze. A gra musi biec własnym rytmem:
Młody, aby tutaj żyć, trzeba się poruszać
Przemieszczanie się z miejsca na miejsce to konieczność w Kabulu, choć z założenia Młody miał określoną pozycję w grze - ochrona ambasady. Rzeczywistość jednak otwarła dla niego ramiona szerzej. A podróż, która obejmuje półroczny okres w Afganistanie nie jest pozbawiona stresu, ale prócz tych smutnych i przybijających są też zabawne sytuacje jak choroby weneryczne. Nie ma lekko: jest władza, służalczość, walka o względy, żądza pieniądza a to tego dochodzi ogromny stres i tęsknota.
Nie sposób opisać wszystkich aspektów zawartych w książce, bo informacji jest naprawdę ogrom.
Książka naprawdę ciekawa, jednak nie mogę powiedzieć, że stała się moją ulubioną, bowiem niefabularyzowane pozycje są dla mnie jak chipsy, jem i szybko trawię czując głód.
Natomiast zaznaczę, że mój brat zapałał ogromnym sentymentem do tej książki. Dlatego moje zdanie jest ściśle subiektywne i nie należy się nim sugerować, bo jestem tylko kobietą ;)
Zainteresowanych odsyłam do
profilu na FB gdzie znaleźć można zdjęcia z pobytu Jagody w Afganistanie.
Moja ocena: 6/10Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 6,9/10 (dla I wyd.)
Po przeczytaniu książki zyskałam 3 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"Pozostało mi jeszcze: 133,3 cm