Przetwory z truskawek należą do jednych z moich ulubionych. Zimą lubię je wyciągać, by wykorzystać w ciastach lub naleśnikach. W tym roku zamiast dżemu truskawkowego postanowiłam zrobić powidła, w których widoczne by były całe owoce. Jak zwykle uzbroiłam się w cierpliwość potrzebną do smażenia. I było warto :)
Składniki (na ok. 1,7 l powideł):
1,5 + 1,5 kg wyszypułkowanych truskawek (w opisie wyjaśnię, dlaczego tak podaję ilość owoców)
40 dag cukru


- Pierwszego dnia wrzucić do dużego i szerokiego garnka o grubym spodzie 1,5 kg truskawek. Przykryć garnek pokrywką i trzymać na włączonym palniku, aż truskawki puszczą sok. Zamieszać od czasu do czasu, by truskawki nie przywarły do dna pod wpływem swojego ciężaru.
- Gdy truskawki się zagotują, radykalnie zmniejszyć moc palnika (u mnie z 12 na 6), zdjąć pokrywę i gotować ok. 20 minut. W tym czasie zamieszać owoce raz lub dwa.
- Drugiego dnia znów pogotować owoce ok. 30 minut na palniku o małej mocy od momentu zawrzenia. Mieszać od czasu do czasu.
- Trzeciego dnia znów pogotować owoce ok. 10 minut na palniku o małej mocy od momentu zawrzenia. Mieszać od czasu do czasu, ale częściej niż poprzedniego dnia - masa jest zdecydowanie bardziej gęsta.
- Tego samego (trzeciego) dnia do gorącej masy truskawkowej dodać resztę (1,5 kg) truskawek. Gotować do zawrzenia na palniku o większej mocy, a potem zmniejszyć moc na ok. 20 minut. Mieszać od czasu do czasu, niezbyt często.
- Czwartego dnia doprowadzić truskawkową masę do zawrzenia, zmniejszyć moc palnika i gotować przez 20 minut. Pamiętać o mieszaniu, ale niezbyt często - by owoce się nie rozpadły.
- Czwartego dnia umyć i wyparzyć słoiki i pokrywki. Odstawić je na suszarkę, by same obeschły (bez wycierania ściereczką).
- Ciągle trzymając garnek na włączonym palniku, dodać do masy truskawkowej cukier. Pogotować do rozpuszczenia cukru i zawrzenia zawartości garnka.
- Piątego dnia doprowadzić masę do zagotowania i trzymać na słabym palniku, mieszając od czasu do czasu, aż uzyska się żądaną konsystencję.
- Gorącą (bulgoczącą) masę przekładać do słoików. Zakręcić szczelnie. Odstawić słoiki do powolnego stygnięcia.


-----
Podobne:
Dziś przeczytałam pierwszy tom (
"Zuzanna") kolejnej trylogii
Agnieszki Lingas - Łoniewskiej "Szukaj mnie wśród lawendy".
Do lektury skusiła mnie oczywiście okładka :)
Tytułowa Zuzanna to siostra bliźniaczka Zofii i starsza siostra Gabrieli (pozostałe tomy dotyczą kolejnych sióstr). Zajmuje wysokie stanowisko w korporacji farmaceutycznej, gdzie jest "żyletą" (to określenie nadane przez siostry) w swoim dziale, szefową nastawioną na sukces i tylko najlepszym jest w stanie wybaczyć spóźnienia na umówione spotkania. Praca stała się dla niej ucieczką i drogą do zapomnienia tego, co przeżyła 16 lat temu i co dopiero teraz zdecydowała się wyznać siostrom, z którymi utrzymuje bardzo bliskie relacje (choć Zuza pracuje we Wrocławiu, Zosia mieszka w Warszawie, a Gabriela w Chorwacji).
Daje się namówić Gabie i razem z Zosią oraz pracownikami firmy Adama, męża Zosi, lecą do Gaby do Chorwacji. Na lotnisku spotyka... O nie, nie - wszystkiego tu nie napiszę, bo za dużo bym zdradziła.
W każdym razie w Chorwacji dziewczyny mają sporo czasu dla siebie, na relaks, zabawę, nacieszenie się sobą nawzajem i na babskie pogaduchy. A przy okazji dlaczego by nie wkręcić w to mężczyzn?
Przyznaję, że historia jest trochę banalna i łatwa do przewidzenia. Ale w tej książce nie ona jest najważniejsza. Autorka rozbiera na czynniki pierwsze różne emocje i przeżycia. Dużo tu znajomości człowieka i życia. Przytoczę fragment, który mnie po prostu powalił:
"
Nadzieja to coś takiego, kiedy w głębi duszy ciągle tli się mały płomyk, który ma szansę przerodzić się w erupcję radości albo może zgasnąć jak zdmuchnięta świeczka. W sumie to nie od nas zależy, w którą stronę przesunie się szala przeznaczenia. Ale możemy zrobić wszystko, aby pomóc szczęściu, a potem tylko czekać i przypatrywać się, czy już gaśniemy, czy może jednak płoniemy. W dobrym tego słowa znaczeniu."
Zamykam ten post i wracam do rozpoczętego kolejnego tomu trylogii :)
