Czasami puszczam wodze fantazji i wyobrażam sobie, że umiem to wszystko ogarnąć. Że jestem perfekcyjną panią domu, najlepszą kucharką w okolicy, najwspanialszą matką, żoną i kochanką, a znajome zazdroszczą mi tego, jak potrafię organizować swoją codzienność. Że starcza mi czasu na wszystko, że w szafach wszystko mam perfekcyjnie uprasowane, a na kuchence, na wolnym ogniu pyrka sobie trzydaniowy obiad. Zwykle z tych nieosiągalnych marzeń wyrywa mnie krzyk głodnego Miecia albo nieprzewiniętego Zyzia…

Siedem żyć poproszę…
Kiedyś jedna znajoma powiedziała mi, że życzyłaby sobie siedmiu żyć. Wtedy w każdym z nich mogłaby się w 100% zrealizować w różnych rolach. W pierwszym byłaby perfekcyjną mamą dla trójki swoich dzieci, codziennie wychodziłaby z nimi na długie spacery, lepiłaby z nimi z masy solnej, uczyła literek, chodziła na basen co drugi dzień, a raz w tygodniu koniecznie do teatru lub do kina. W drugim byłaby podróżniczką, zjeździłaby cały świat, wlazła na każdą górę, przepłynęła każdy ocean. Skoczyła by ze spadochronem i zanurkowała najgłębiej jak się da. W trzecim byłaby najlepszą żoną na świecie. Taką wiecznie zakochaną w swoim mężu, bez krzty zmęczenia wypisanej na twarzy, organizowałaby perfekcyjne przyjęcia, a po domu chodziłaby w klapkach na obcasie koniecznie z puszkiem. W następnym życiu byłaby kucharką, a raczej szefem kuchni w najlepszej restauracji na świecie. W kolejnym bizneswoman w garsonce pnącą się po szczeblach kariery piorunem. Ach, gdyby się tak dało przeżyć takie życie w pełni, od początku do końca.

Albo chociaż dwa
A co ja bym zrobiła gdybym miała chociaż jedno dodatkowe życie? Na pewno chodziłabym bardziej wyspana. Miałabym większy porządek w szafie. Prasowałabym każde pranie, a ręczniki układałabym w szafie według kolorów. Więcej bym gotowała i zapisałabym się na lekcję języka francuskiego. Trzy razy w tygodniu chodziłabym na lekcje śpiewu, a raz w tygodniu namówiłabym Janka na lekcję tańca. Więcej jeździłabym po świecie. Zabierałabym dzieci na kinderbale, a wieczorami czytałabym im więcej bajek. Zapisałabym się z Mieciem na lekcję jazdy konnej. Zawsze o tym marzyłam, a teraz miałabym wspólną pasję z ukochanym synem. Ech …marzenia.


Godzina w gratisie
Czasami zastanawiam się, co ja robiłam z czasem, kiedy nie miałam dzieci? Gdzie kumulowałam te długie godziny? Łudzę się, że odłożyłam je na trudniejszy czas, ale nigdzie nie mogę ich znaleźć. Na przykład pranie: kiedyś, kiedy byliśmy z Jankiem sami, wystarczało nam jedno, góra dwa w tygodniu. Teraz nasza pralka chodzi na okrągło. Serio: tylko w ten weekend – zmieniając pościel, zrobiłam 5 prań. Jak dobrze, że mamy suszarkę. Jak dobrze, że pralka ma szybki program. A co powiecie na pralkę z dwoma bębnami, która robi dwa prania w tym samym czasie, a do tego jest też suszarką? Brzmi nierealnie? A jednak! Ktoś wyszedł naprzeciw naszym potrzebom i tak oto powstała pralka z podwójnym bębnem i suszarką w jednym, która potrafi prać parą. My jeszcze jej nie mamy, bo zainstalowanie jej w naszym mieszkaniu będzie od nas wymagać przebudowy garderoby, ale wiecie co? Zrobimy to! Bo perspektywa zrobienia dwóch prań w 49 minut jest genialna. Jak to niewiele zapra(cowa)nej kobiecie do szczęścia potrzeba! 