
Kiedyś, gdyby ktoś w połowie listopada powiedział mi, że święta tuż tuż popukałabym się w głowę. Dziś i mi miesiąc potrafi upłynąć, jak jeden tydzień. Jeszcze opracowuję zaklinacz czasu. Przeszłabym do historii… Dowodem na kiepskie rezultaty moich prac nad zaklinaczem jest zaniedbanie blogowania.
Myślę, że przepis na sernik zrekompensuje moją nieobecność a poza tym może to już dobry moment o nim właśnie na święta…
I nie pytajcie skąd wzięłam konwalie – sernik robiłam już jakiś czas temu. Czekał na lepsze czasy.
Może tymi cudnie wiosennymi kwiatami odwrócę Waszą uwagę od jesieni….

Sernik:
Spód:
200g mąki
100g masła
żółtko
1/4 szklanki cukru (w tym dwa opakowania cukru waniliowego)
Masa serowa:
800g twarogu na sernik
3 jajka
pół szklanki cukru
łyżka ekstraktu waniliowego
szklanka mleka
pół szklanki oleju
Beza:
4 białka
3/4 szklanki cukru pudru
Do miski przesiać mąkę i proszek. Wrzucić masło i posiekać. Rozdrobnić go na drobno, na wielkość mniej więcej groszku. Dodać resztę składników. Zagnieść ciasto. Robić to jak najkrócej. Wylepić ciastem spód tortownicy. Wstawić do zamrażarki na czas przygotowania masy serowej.
Jajka utrzeć z cukrem. Dodać mleko, olej i ekstrakt, nie przerywając miksowania. Na końcu dodawać po łyżce sera. Niezbyt długo miksować. Tylko do połączenia składników.
Masę serową wylać na schłodzony spód. Sernik wstawić do piekarnika nagrzanego do 180°C. Po 50 minutach pieczenia białka ubić na sztywno ze szczyptą soli. Następnie wsypać powoli cukier, nie przerywając miksowania. Ubijać aż piana będzie lśniąca i gładka.
Sernik wysunąć ostrożnie z piekarnika i wyłożyć pianę z białek. Zmniejszyć temperaturę do 150°C. Piec do delikatnego zarumienienia bezy. Nie może być ona zbyt sucha. Inaczej na wierzchu nie pojawi się rosa. W zależności od piekarnika może to być 15 – 25 minut.
Po upieczeniu wyjąć sernik z piekarnika i najlepiej przykryć miską lub garnkiem. Po wystygnięciu wstawić do lodówki.
Smacznego !
