Wiele razy mówiłam, że ja i porcja budyniu, to para bardzo, ale to bardzo oczywista. Szczególnie jesienno-zimową porą. Lubię wieczorami odpłynąć w troszkę inny świat. Taki budyniowy, ciepły, nieco dziecinny, pełen słodkiej błogości. I chociaż nie przepadam za jesienią, to lubię te wieczory, kiedy nic mnie nie goni, słońce nie każe korzystać z każdej chwili i ruszać na zewnątrz, byleby czegoś nie stracić. A ja lubię stracić troszkę czasu z miseczką budyniu. Z książką, albo bez książki. Z dobrą muzyką w tle. Czasami niewiele trzeba do szczęścia. Ot, taki budyń. Niby prościej byłoby nalać mleka do garnuszka, dodać paczkę proszku, pomieszać na kuchence i gotowe. I jest budyń, ale uwierzcie mi, takie pójście na łatwiznę nie przynosi takiej porcji błogości i satysfakcji, jak własnoręcznie przygotowany budyń. Tym bardziej, że taki domowy budyń, może być w milionach kombinacji smakowych. Ja miałam ochotę na porzeczkowy budyń na mleku sojowym. Lekko cierpki w smaku, przypominający lato. Bardzo owocowy i idealnie wręcz kremowy. Tradycyjnie, sami musicie spróbować.

Składniki:
300 ml waniliowego mleka sojowego
2 garście mrożonych porzeczek
1 łyżka miodu
Ekstrakt waniliowy
2 łyżki mąki ziemniaczanej
200 ml mleka podgrzewam razem z wanilią i porzeczkami. Resztę mleka dokładnie łączę z mąką, kiedy mleko zacznie się gotować, delikatnie wlewam mieszankę mąki i sojowego mleka. Budyń gotuję, ciągle mieszając, około 5 minut. Jeszcze ciepły posypuję kilkoma mrożonymi porzeczkami. Smakuje tak samo dobrze na ciepło i po przestudzeniu.