Październik minął mi w tak zastraszająco szybkim tempie, że ja naprawdę nie wiem co się wtedy działo. Nawet zdjęć tak jakoś mało, bo nawet nie wiedziałam, że to tak szybko minie. Mało co w tym miesiącu spędzałam czasu poza domem i szkołą, bo naprawdę zaprzątały całą moją uwagę i czas. Dlatego dzisiejsze migawki zdjęć są głównie z jedzeniem. Oprócz nauki właśnie tym zazwyczaj się w domu zajmuję. Po prostu na nic innego nie ma czasu.
W tym miesiącu mam zamiar jednak się nieco poprawić, gdyż życie w ten sposób przeleci mi przez palce. Czas ustalić poważne priorytety i zorganizować czas. Trzymajcie za mnie kciuki!
Październik zaczęty najlepiej jak się dało. Ciasto bananowe, kawa i ulubiony magazyn.
Uczniowie też świętują Święto Edukacji Narodowej - w kawiarni.
Ulubiona sałatka października, na którą przepis znajdziecie na blogu.
Najlepsze prezenty są te własnoręcznie wykonane.
Kraków się rozkręca z wegańskimi imprezami i z Weroniką nie możemy przegapić okazji.
Sobota - dzień porannych bajek.
Pierwsze w życiu domowe spring rollsy i najlepszy sos orzechowy pod słońcem!
Bo najlepiej smakuje w towarzystwie.
W końcu się doczekałam pięknej złotej jesieni, którą się zachwycam podczas powrotów ze szkoły.
"Superfood" w soczku?
Kolejny jedzeniowy festiwal i wegańskie jedzenie.
Zadowolenie innych to najlepsza aprobata dla twórcy. Dumna z własnego dzieła.
Kolejny miesiąc zacznę poza miastem. Z rodziną w wiejskim zaciszu. Będę starała się zrelaksować, ale i tym razem są na to marne szanse, bo przyszły tydzień zapowiada się zabójczy. Tym razem to będzie tydzień "byle przeżyć wtorek", ale na razie... Postaram się cieszyć weekendem. Z jedną nogą w książkach, a drugą w drodze na kolejne cmentarze.