Karczma Lodge, tuż przy stacji górnej kolejki na Krippenstein w Górnej Austrii, wycieńczonym jazdą na nartach serwuje germknödel. Po dniu pełnym wrażeń na stoku to wyjątkowa i słodka nagroda. A później na długo wspaniałe wspomnienie udanych zimowych wakacji.
Knedle stanowią niejako symbol tradycyjnej austriackiej kuchni. W knedlowym raju bez wątpienia wyróżnia się germknödel - proste danie, przekąska znana chyba wszystkim narciarzom odwiedzającym stoki w austriackich Alpach. Serwowana na tle skrzącego się śniegu robi wyjątkowe wrażenie. Trudno się dziwić, że każdego roku na nowo podbija podniebienia dzieciaków i dorosłych, w narciarskich schroniskach bijąc na głowę pozostałe dania z menu. Poprawia nastrój również tym, którzy na co dzień nie przepadają za daniami na słodko.
Germknödel to nic innego jak gigantyczna kluska gotowana na parze, nadziewana powidłami śliwkowymi, utopiona w przepysznym muślinowym waniliowym sosie (lub roztopionym maśle) i obficie posypaną makiem. Składników niewiele, jednak są dobrane na tyle przemyślanie, że ich smak jest po prostu wyjątkowy. Kwaśny smak śliwkowych powideł sprawia, że wypełnienie doskonale kontrastuje ze słodkimi dodatkami kluski.
Germknödel może być pyszną i słodką propozycją na obiad albo sycącym deserem. Tak się je jada w Austrii, bez konkretnego wskazania na kolejność w menu. Danie pochodzi z południowej i wschodniej Austrii oraz z Niemiec i przez lata kojarzona była z posiłkami biedoty. Tradycja jedzenia słodkiego obiadu pojawiła się nieco później. Pochodzi z czasów, gdy podczas Wielkiego Postu członkowie Kościoła Katolickiego nie mogli jadać mięsa, a ryby były dla nich zbyt drogie. Powszechnie jadano wtedy dania z warzyw, jaj i mąki. Germknödel obok Kaiserschmarrn stał się popularnym daniem, jadanym do dziś. W austriackich supermarketach spotkać można zamrożone germknödel, które można przygotować w 20 minut. To duże ułatwienie dla zabieganych gospodyń.