Mój „
Luty bez mleka”, czyli
nabiałowy detoks, jakiego się podjęłam w minionym miesiącu, minął prawie niepostrzeżenie. Było to dla mnie jednak niemałe wyzwanie, a o moich obserwacjach napiszę pewnie więcej już niebawem.
W ciągu ostatnich tygodni wypróbowałam naprawdę wiele roślinnych zamienników mleka, co niewątpliwie było ciekawym eksperymentem. Dla mnie – osoby, która nie może żyć bez białej kawy (a najlepiej dużeeego latte) i nie wyobraża sobie owsianek na wodzie – nie wchodziło w grę po prostu odstawienie mleka krowiego. Musiałam znaleźć jakąś (najlepiej smaczną) alternatywę!
Na początku czułam się nieco zagubiona. Okazało się, że na sklepowych półkach znaleźć można naprawdę duży wybór mlek roślinnych w przeróżnych wariantach smakowych. Nie wiedziałam, które mleko nada się do kawy, które będzie można spienić, które wzbogacone jest o dodatkowe witaminy, a które ma wyjątkowo paskudny skład. Podjęłam więc decyzję, że przez cały miesiąc będę wybierać za każdym razem inne mleko, by móc porównać je pod koniec mojego wyzwania.
Zaczęłam testowanie. Przez cały miesiąc skrupulatnie prowadziłam notatki, poddając ocenie wiele aspektów mlek roślinnych. Oceniałam smak, spienianie się (weryfikowałam, jak każde mleko sprawdza się z kawą), patrzyłam na skład, cenę i dostępność. W sumie zebrałam materiał o 7 różnych mlekach, choć w sumie przetestowałam ich więcej. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do mojej recenzji.
Uwaga! Jest to moja,w pełni subiektywna opinia. To, czy Wam posmakuje dane mleko, jest kwestią indywidualną. Używam pojęcia „mleko”, chociaż większość produktów określana jest nazwą „napój”. Nie chciałam jednak wprowadzać dodatkowego zamieszania. Kolejność jest przypadkowa.
1. Alpro, Mleko sojowe niesłodzone
Czytaj więcej »