Zwykle ciężko jest mi się przyzwyczaić do myśli, że jestem dorosła. Płacę podatki, mogę głosować, pić alkohol, muszę udawać, że jak nagle zepsuje mi się pralka, to mam budżet na nową. Ostatni raz, kiedy dawałam całemu światu znać, że jestem dorosła, nastąpił mniej więcej w liceum i myślę, że moi rodzice mieliby sporo anegdot z tego okresu. Ja pozwolę je sobie przemilczeć.
Wiecznie jednak nie czuję się taka DOROSŁA. Ciągle wydaje mi się, że ci wszyscy ludzie, którzy powierzają mi odpowiedzialne zadania i rozmawiają ze mną na poważne tematy, odkryją, że na mojej toaletce najważniejszym elementem jest pojemnik na cukierki w kształcie R2D2. Że czasem zdarza mi się odkryć brudną łyżeczkę od kawy w czeluściach biurka. A najważniejszą rzeczą, jaką robię podczas deszczu, jest skakanie w kałużach. Wątpliwą wydaje się dorosłość, kiedy oglądam seriale dla nastolatek i pokazuję język kierowcom, którzy zdenerwują mnie w czasie przedzierania się przez wrocławskie korki. No nie wiem, wydaje mi się, że klub dorosłych nie przyjąłby mnie z otwartymi ramionami.
Mam obowiązki, jestem odpowiedzialna i oczywiście można powiedzieć, że jestem dorosła, bo płacę czynsz, tankuję samochód i robię cotygodniowe zakupy w markecie. Tylko powiedzcie to mojemu praniu, które właśnie będę prać trzeci raz z rzędu, bo po poprzednich dwóch zupełnie o nim zapomniałam i zostało porzucone na pastwę losu i zamkniętego bębna od pralki. Zabije Was śmiechem, gwarantuję.
Od kiedy pamiętam, mam przeczucie, że jestem doskonałym zobrazowaniem tych wszystkich artykułów, czego nie powinna nosić dama. T-shirty z Sherlockiem Holmesem, buldogami francuskimi, szare bluzy, wymagania co do odzieży, żeby była z dresu i sportowe buty, które nijak nie chcą udawać szpilek.
Jednak od czterech dni jestem dorosła. Okazuje się, że systematyczne pranie (nawet jeśli dotyczy pieniędzy), oddawanie głosu w wyborach na kolejnych kretynów, a nawet wymarzona, prosta kreska eyelinerem (nie, tego jeszcze nie osiągnęłam) nie gwarantują poczucia bycia dorosłym. Za to płaszcz tak. Kupiłam płaszcz, założyłam go i okazuje się, że jestem dorosła. Płaszcz jest piękny, karmelowy, ma głęboki dekolt, męski krój i supermoc. Sprawia, że człowiek czuje się dorosły. Nic mi w tym płaszczu nie odstaje, nie ma kształtu typu worek, nie trzymam w kieszeni zaopatrzenia dla małego, europejskiego kraju i na dodatek jest z wełny.
Tylko odprysku na lakierze nie mogę ukryć w tym dorosłym płaszczu, bo nie ma kieszeni…
Artykuł Jak stałam się dorosła, czyli historia jednego płaszcza pochodzi z serwisu Blog lifestylowy - olgaplaza.pl.