...nie wiem w którym momencie się to stało. gdzie coś się poluzowało, pękło. w którym momencie dorobek 3 lat kopania pod sobą dołków, życia na krawędzi tego, co mogłam wytrzymać- uwolnił się. całe zmęczenie, wszystkie frustracje, lęki, obawy które skrzętnie ukrywałam wierząc, że jeśli nie będę o nich myśleć to... znikną (?)- wszystko to zwaliło się na mnie, w mało odpowiednim momencie. za dużo stresu, zmian, nowości, za mało odpoczynku (którego tak naprawdę nie uświadczyłam przez ostatnie 3 lata).
nie mam pojęcia jak to nazwać, to co się dzieje. brak motywacji do powiedzenia dzień dobry czy podniesienia rolet, galopady natrętnych myśli, niemożność zaznania spokoju, paranoja i niema histeria. pospieszne recepty na nowe leki, żeby móc funkcjonować- jakkolwiek. tak się odpłaca nieumiejętność tworzenia sobie sytuacji niestresowych, narzucania nowych, coraz bardziej nieosiągalnych wyzwań. nie wiem skąd we mnie te pokłady autoagresji i dlaczego nie nauczyłam się tego szacunku do siebie. chciałabym móc odpuścić, ale to nie pora i miejsce, bo teraz zaczynam studia i... szczerze- nie wiem czy nie zrezygnuję w trakcie. jeśli obecny stan się utrzyma to chcąc nie chcąc nie będę w stanie się uczyć. źle to wszystko zaplanowałam, albo może nie planowałam wcale i chciałam tylko coraz więcej. siebie wykończyłam, innych- zawiodłam, bo ubrania S znów wiszą jak wisiały.
Cytrynowy mus z awokado i amarantusa; chia, borówki amerykańskie
ostatnie letnie powiewy, powoli wszystko zaczyna smakować lepiej popijane ciepłą herbatą
na mus:40g amarantusa (może być quinoa, ew. kasza jaglana czy bulgur)
1/2 bardzo dojrzałego awokado
sok z 1/2 cytryny (wedle upodobań)
1/5 szklanki wody z puszki ciecierzycy
szczypta soli
amarantus gotujemy i studzimy. w naczyniu miksujemy awokado z sokiem z cytryny i ewentualnie dosładzamy. dodajemy amarantus i mieszamy dokładnie (można też zmiksować, jeśli chcemy uzyskać bardziej kremową konsystencję). na koniec wodę po ciecierzycy ubijamy na sztywną pianę ze szczyptą soli i delikatnie łączymy z cytrynową masą.