Dlaczego nagle i znienacka post o deserach? Ano dlatego, że desery lubią (prawie) wszyscy. Dobry obiad kończy się deserem. Bardzo dobry obiad kończy się dwoma deserami. Idealna poranna kawa ma gdzieś tam małą czekoladkę lub ciasteczko. I tak dalej, bo wszystkie "deserowe perspektywy" nie dadzą się opisać.
Co jednak począć, jeśli mieszkamy sami, deser wydaje się nam niezbędny do szczęścia, ale cóż... stwarza zagrożenie, że po miesiącu deserów przestaniemy mieścić się w drzwiach? I tutaj są dwa rozwiązania, oba banalne. Pierwsze rozwiązanie zakłada, że jesteśmy ludźmi o dużej sile woli. Drugie zakłada, że jesteśmy normalni. Ludzie z grupy pierwszej są w łatwiejszej sytuacji - kupują paczkę pralinek lub ciasteczek, zjadają codziennie jedną pralinkę lub jedno ciastko i są szczęśliwi. Ludzie z drugiej grupy muszą trochę popracować, jeśli chcą mieć deser, ale nie chcą mieć zapasów słodkości (żeby ich nie pożreć w ciągu kilku godzin).
Na szczęście każdy może znaleźć coś dla siebie - w internecie są niezliczone przepisy na ciasta, ciastka, kremy i inne słodkości. A ja przypomnę dzisiaj kilka moich przepisów i polecę je na konkretne okazje.
Czekolada
Zacznijmy od rzeczy najprostszej - gorącej czekolady. Idealna na każdy zimny, ponury dzień. Poprawia nastrój. Uszczęśliwia. I w niewielkich ilościach - wcale nie jest aż takim pogromcą diety! Wielką zaletą gorącej czekolady jest to, że można przygotować jedną, niewielką porcję. Nie potrzeba też piekarnika. To deser, który można przyrządzić praktycznie o każdej porze. :)
Kiedy mamy gości (lub chcemy zjeść bardzo, bardzo, bardzo dużo czegoś czekoladowego), możemy przygotować solidną porcję czekoladowego ciasta. Ciasto może być bezglutenowe z dodatkiem limonki (moje najukochańsze ciasto) lub zwykłą, prostą tartą z kremem. Jeśli zaś chcemy ograniczyć swoje wysiłki i dalej mieć czekoladowy deser, to polecam krem czekoladowy lub przygotowanie tarty z kremem czekoladowym zamiast nadzienia, które trzeba piec (dodatek owoców granatu jest tu wręcz wymagany, a zestaw kruche ciasto + krem czekoladowy + granat został stworzony w niebie!). Możemy też zrobić pudding czekoladowy - ja zamiennie stosowałam zawsze te dwa przepisy: mleczny i bezmleczny.
Desery
Ale nie tylko czekoladą żyje człowiek! Przecież doskonałym pomysłem są desery, które nie są ciastami (ani puddingami). Przede wszystkim - crème brûlée. Nie da się nie kochać tego deseru. Ludzie, którzy nazywają go jajecznicą (i nie robią tego pieszczotliwie), powinni smażyć się w piekle! Ten deser jest pyszny. Jest prosty do przygotowania. I... no, po prostu trzeba nauczyć się go robić. O.
Po przygotowaniu kremu palonego (i paru innych deserów oraz ciast) zostają białka. Co zrobić z białkami? Bezy, oczywiście! Bezy są kolejnym deserem, który jest prostszy, niż się większości osób wydaje. Trzeba tylko "wyczuć" piekarnik, żeby ich nie spalić w zbyt wysokiej temperaturze. I tyle. Można je podawać same, z kremem, z bitą śmietaną, z owocami, można je pokruszyć i zrobić deser (dietetyczną wersją deseru bezowego jest deser z musli).
Jeśli nie crème brûlée, nie bezy, to może lemon curd? Lemon curd to taki krem cytrynowy, który można wyjadać łyżeczką ze słoika (lub miseczki), ale też wykorzystać go jako dodatek do ciast lub innych deserów. Jest aromatyczny, pyszny i ma lekki, świeży smak. Pycha... Albo chociaż tiramisu - klasyka gatunku, deser ratunkowy dla wszystkich, którzy w kuchni mają dwie lewe ręce. Praktycznie nie da się go zepsuć, a robi on wrażenie, jeśli przygotujemy go w małych, przezroczystych naczynkach i ozdobimy świeżymi bratkami lub fiołkami (to wersja wiosenna, wiem). Ma ono też jeszcze jedną zaletę - bez problemu można zrobić małą porcję tego deseru - tylko dla siebie.
I na koniec (skoro były bezy i kremy), owoce. Owoce można zawsze zapiec pod kruszonką i podać na ciepło z lodami (kolejny pomysł dla osób, które czują się niepewnie lub chcą zrobić coś szybko i bez wysiłku). Można je smażyć, grillować, piec i gotować. Ja podpowiadam dwa proste zestawienia (oba z lodami, z lodami wszystko jest lepsze): banan smażony i gruszka gotowana.
Babeczki
Nietrudno jest też upiec babeczki (muffinki lub cupcakes). Mogą być dowolnie czekoladowe - z ciasta z nutą wanilii z dodatkiem czekoladowych groszków, z ciasta z dodatkiem kakao i w końcu... z mocno kakaowego ciasta z pokruszoną czekoladą. Można je potraktować polewą, kremem lub zjeść same - pycha! Poza tym nie trzeba wcale mieć piekarnika, żeby je zrobić. Wystarczy nieduża maszynka do pieczenia babeczek i już, gotowe. :) Moje propozycje to: babeczki z bakaliami, dość rozpustne babeczki czekoladowo-malinowe, czekoladowe z nutą pomarańczy, cytrynowe z kremem, bezglutenowe (bo coraz więcej osób nie może lub nie chce jeść glutenu) i bardzo, bardzo pomarańczowe. I na koniec - czekoladowe serca, które też, wbrew pozorom, są specyficznym rodzajem babeczek. Babeczki to taki śmieszny rodzaj wypieków, gdzie wystarczy opanować dwa przepisy na ciasto (ucierane lub mieszane, czyli takie z płynnym tłuszczem) i dowolnie je modyfikować. Mnie jeden bazowy przepis na ciasto ucierane pozwala na zrobienie babeczek waniliowo-jagodowych, czekoladowych, cytrynowych, pomarańczowych, orzechowych i bakaliowych. Oraz, oczywiście, ich wariacji, wersji z kremem i innych. Zachęcająco proste, prawda?
Ciasta i ciasteczka
Nie możemy zapomnieć o najbardziej tradycyjnych słodkościach - ciastach i ciasteczkach. Ciasto napełnia cały dom cudownym zapachem, który każe wszystkim domownikom kręcić się w okolicach kuchni z podejrzanie niewinnymi minami. Ciasta są proste, szczególnie jeśli mamy mikser i/lub robota kuchennego, który je za nas wymiesza i wyrobi. Ja przyznaję bez bicia - nie mieszam ciast, nie wyrabiam ciast. Kocham ciasta, ale nie lubię się męczyć. Tak to już jest, niestety. Dlatego też w tym przeglądzie znajdą się takie wypieki, które naprawdę łatwo przygotować.
Zacznijmy od tradycyjnego ciasta drożdżowego. Idealne do śniadania i na podwieczorek. Znika nieprzyzwoicie szybko. Tak samo szybko znika też proste ciasto ucierane z czekoladą i orzechami. Pewnie dlatego, że również idealnie pasuje do kawy. I jak pachnie! Jeśli tylko możecie, nie używajcie sztucznego aromatu waniliowego ani wanilinowego - sami róbcie cukier waniliowy lub kupujcie dobry ekstrakt z wanilii (taki brązowy płyn w dość dużej buteleczce). Zobaczycie, jak bardzo waniliowe mogą być wasze wypieki!
I na koniec - ciasteczka. Kruche, pyszne ciasteczka. Proste, czekoladowe, których nie trzeba nawet wałkować i cieniutkie, pomarańczowe, które można przechowywać zaskakująco długo... o ile schowa się je w takim miejscu, w którym nikt ich nie znajdzie. Lub pop-cakes! ciasteczkowe lizaki! Jeśli nie mamy odpowiednich patyczków, możemy po prostu zrobić czekoladowe trufle i też będą pyszne.) To naprawdę łatwizna!
I na sam koniec - tarty zostały pominięte, bo pisałam już o nich tutaj.
Mam nadzieję, że ten wpis wyszedł dość apetyczny i zachęci łasuchów (zdyscyplinowanych i swawolnych) do sprawienia sobie przyjemności niewielkim deserem. A! I ostatnia dobra rada - jeśli umiemy nie zjeść wszystkich słodyczy, które mamy w domu, to polecam robienie ciasteczek i babeczek (te bez kremu często można zamrażać). Jeśli jesteśmy żarłoczni i powstrzymać się nie umiemy, lepiej zrobić niewielką porcję kremu lub ugotować sobie gruszkę. Można też, oczywiście, zrobić duży deser i zaprosić gości - wtedy nam przypadnie jeden kawałek, a oni zjedzą resztę i im pójdzie w biodra. I tę metodę sama staram się praktykować. :)
PS: Jak wygląda ta większa czcionka? Lepiej czy gorzej?