Crème brûlée bez pieczenia to tak naprawdę jajecznica na słodko. No dobrze, oszukuję. To mieszanina jajek, śmietany i cukru. Dalej nie brzmi wykwintnie, prawda? Podana z warstwą karmelizowanego cukru na wierzchu. Dalej średnio? Trudno. Przyznaję bez bicia - ludzie dzielą się na osoby, które ten deser uwielbiają i na tych, którzy uważają go za gorszego brata jajecznicy.
Nie będę ukrywać - kocham crème brûlée wielką nieodwzajemnioną miłością. Dlaczego nieodwzajemnioną? Bo klasyczną wersję tego deseru piecze się w kąpieli wodnej. Pieczenie czegokolwiek w kąpieli wodnej to dla mnie męka, bo zwykle zapominam, że coś jest w piekarniku. Ciasto czy mięso jakoś dadzą radę. Crème brûlée zrobi się grudkowaty i wstrętny. Dlatego po prostu zrezygnowałam z pieczenia, zrobiłam krem według własnych proporcji - i wychodzi świetnie! Jest tylko odrobinę bardziej kremowy, a mniej "galaretowaty" od oryginału.
Uwaga! Przed zrobieniem kremu należy przygotować foremki, do którego go wlejemy (najlepiej nieduże, płaskie naczynka lub "ramekiny", czyli foremki do zapiekania, w typie naczyń do małych sufletów)!
Składniki (na 4 porcje)
250 ml dobrej kremówki (36%)
4 żółtka
40 g domowego cukru waniliowego lub 40 g cukru i laska wanilii
dodatkowo: cukier do skarmelizowania
Przygotowanie
Żółtka ubijamy z cukrem na jasną, puszystą masę. Odstawiamy. W solidnym, żeliwnym garnku z powłoką teflonową (lub innym podobnym, lub w misce zamontowanej nad garnkiem z gotującą się wodą) podgrzewamy śmietanę prawie do wrzenia (jeśli używamy zwykłego cukru, to podgrzewamy śmietanę z przepołowioną wzdłuż laską wanilii).
Włączmy mikser (lub odpalamy trzepaczkę) i, jednocześnie miksując!, wlewamy do żółtek połowę gorącej śmietany (bez laski wanilii, oczywiście, jeśli była w garnku, to wyjmujemy ją przed wlewaniem). Potem mieszaninę jajeczno-śmietanową wlewamy do reszty śmietany (tej w garnku lub misce nad wrzącą wodą) i podgrzewamy, cały czas mieszając trzepaczką. Nie można kremu przegotować, więc najlepiej mieszać nieustająco i gotować go na małym gazie. Trzeba mu dać z piętnaście minut, żeby ładnie zgęstniał i mógł się ściąć, ale nie zwarzyć.
Po kwadransie mamy dość mieszania i nienawidzimy świata. Jeśli krem ma konsystencję porządnego, gęstego budyniu, możemy go szybko przelać do foremek. Jeśli będziemy się z tym cackać, to ostatnia porcja, którą mamy, zwarzy się w garnku/misce. Jeśli się tego obawiamy, możemy przygotować dużą miskę z lodem, do której zawsze można wsadzić garnek i go awaryjnie schłodzić.
Foremki z kremem wsadzamy na osiem godzin (lub dłużej) do lodówki. Dobrze przykryć je folią, żeby nie przeszły żadnym przykrym zapachem. Schłodzony krem można już podawać, trzeba tylko zadbać o karmelową skorupkę. Jeśli mamy palnik kuchenny, to jest to łatwe - sypiemy po łyżce cukru na krem i przypalamy go palnikiem (polecam!). Jeśli palnika nie mamy, to rozgrzewamy grill w piekarniku do maksymalnej temperatury, posypujemy cukrem krem w foremkach, szykujemy pojemnik z lodem (muszą się w nim zmieścić wszystkie foremki) i pakujemy do niego foremki z kremem, a potem pojemnik z lodem i foremkami z kremem (brzmi skomplikowanie, jest proste) pakujemy pod grill na krótką chwilę. Można nawet zostawić otwarty piekarnik. Cukier ma się stopić i zrobić brązowy, ale krem nie może się ogrzać za mocno!
Kiedy tylko karmel zastygnie, podajemy deser na stół. Nie należy go przechowywać w tej formie, bo karmel łapie wilgoć i przestaje być chrupki.
Polecam ten przepis osobom, które nie lubią (lub nie mogą jeść) ciast. Wydaje się skomplikowany, ale wbrew pozorom jest całkiem prosty. Trzeba tylko działać szybko przy nalewaniu kremu i karmelizowaniu cukru. Sam deser może spokojnie postać dzień czy dwa w lodówce, więc da się go zrobić sporo przed przyjazdem gości, a potem w czasie obiadu nagrzać grill i hop, po obiedzie wystarczy wsadzić krem z cukrem do piekarnika, bach, wyjmujemy, tadam, wszyscy się zachwycają. Przy palniku odpada część z grillem, więc cała procedura staje się wręcz banalna! (Palniki można czasem niedrogo kupić na przecenach, gaz do zapalniczek też nie jest drogi, obsłuży to nawet szympans.)
A oto krem, który przygotowałam ostatnio dla gości. :)