Gdy jechaliśmy się urlopować
przeczytałam fajny wywiad pt. "Zakaz fotografowania".
Mówił o manii fotografowania wszystkiego i wszędzie,
zwłaszcza na urlopie.
Zamiast skupić się na przedmiocie czy widoku
ciągle cykamy, cykamy i gapimy się okiem aparatu.
Często nie rejestrujemy szczegółów.
Przytoczono bardzo fajny przykład.
Grupę studentów podzielono na pół.
Wszyscy zwiedzali to samo muzeum.
Jednak połowa miała aparaty i robiła zdjęcia,
a druga tylko oglądała.
To ta druga grupa zapamiętała zdecydowanie więcej szczegółów oglądanych eksponatów!
okolice mazurskiego noclegu
Sens wywiadu oczywiście był taki,
abyśmy robili mniej zdjęć na urlopie,
ale nie tylko,
bo również dzieciom, bliskim, na imprezach itd.
Postanowiłam sobie to wziąć do serca
i zrobiłam chyba połowę zdjęć mniej niż robiłam to na poprzednich urlopach.
Wszystkiego doświadczałam całą sobą.
Nasz urlop był głównie rowerowy,
więc i to miało znaczenie.
Choć, jednego dnia robiłam byle jakie zdjęcia jadąc rowerem.
Byle jakie jakościowo,
ale dla mnie są fajne,
bo najbardziej oddają to co robiliśmy.
Filmiki pokazują trasę, słychać mój lekko zasapany głos i komentarze Pana Wu.
Dla mnie bezcenne. :)
takie widoki przed domem na Mazurach!
"Grill czy ognisko?"
Gdy mam taki wybór zawsze wybiorę ognisko!
Żaden opiekacz, grill i im podobne
nie zastąpią ogniska i smaku pieczonego nad nim chleba...
A swoją drogą,
olśniło mnie, że psychologa to ja mam w domu!!!
Po każdej zdjęciowej akcji typu wyjazd, impreza itd.
wołam
- Panie Wu, chodź, obejrzymy zdjęcia!
Wiecie co zawsze słyszę?
- ale ja to wszystko widziałem na żywo!
No właśnie, On widział znacznie więcej niż ja!
I tym miłym wstępem zaczynam moją relację z naszego urlopu.
Dziś, pierwsze dwa dni, które spędziliśmy na Mazurach.
Z Zielonej Góry do Kukowa (5 km od Olecka) jechaliśmy około 10 godzin.
Zajechaliśmy przed północą.
Właściciele noclegu czekali na nas z domowym winem i nalewką,
oraz... z żabią orkiestrą.
Żaby śpiewały nam całą noc,
a my mieszkaliśmy tuż obok ich stawu.
Zarezerwowaliśmy sobie mały domek - salon z kuchnią, na piętrze sypialnia, na dole łazienka.
Wyjście na taras, a z niego od razu na pomost i na leżaczek nad stawem...
Właściciele mają dwa psy i dwa koty.
Wszystko przybłędy.
Koty i jeden pies to prawdziwe natręty. ;))
Zwłaszcza srebrny kocurek.
Prosił się o jedzenie, o głaskanie, o tulenie. ;)
A rankiem czekał pod drzwiami.
a tu... wybieg dla kur! najczystszy jaki widziałam w swoim życiu
Tam było jak w raju. Mogliśmy przebimbać tam całe dnie.
Jednak pierwszego dnia objechaliśmy jezioro Oleckie Wielkie w Olecku.
Idealna trasa rowerowa, z której prawie cały czas widać jezioro.
Trasa nie jest długa, bo ma około 12 km.
Można tam pospacerować, połazić z kijami,
wokół jeziora jest kilka plaż, więc i kąpiel wchodzi w grę.
w takich warunkach można jeździć ;)
Olecko jest bardzo ładnym miasteczkiem.
Smacznie i niedrogo można zjeść przy wyjeździe z miasta,
na przeciw wypasionej knajpy krytej strzechą (tam podobno niedobre).
Napić się piwa (i obejrzeć mecz) można w pubie Piwnica.
szczawiowa prawie jak w domu
kartacze (prawie jak pyzy)
Po dwóch nocach w Kukowie ruszyliśmy w stronę Podlasia.
Zatrzymaliśmy się jednak w Augustowie
i tam zrobiliśmy wycieczkę rowerową wokół jeziora Białego.
Kolejna przyjemna trasa,
choć rzadziej przy samym jeziorze.
Za to z przejazdem przez Kanał Augustowski.
Kanał wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Wzdłuż kanału wybudowano 18 śluz,
z czego 14 jest na terenie Polski, a 3 na Białorusi, a na 1 przebiega granica obydwu państw.
W czasie naszej wycieczki, gdzieś w lesie, w drodze na plażę
trafiliśmy na smażalnię ryb,
w której zjedliśmy smacznego lina i wybornego okonia.
Na zakończenie upalnego dnia i na pobudzenie przed dalszą drogą autem,
obowiązkowa kawa w porcie
i ocena stanu nóg ;)))
Mazury nas w sobie rozkochały!W pewnej chwili żałowaliśmy,że to Podlasie jest głównym celem naszej wyprawy.Jednak Podlasie nas zachwyciłoi zgodnie stwierdziliśmy,że moglibyśmy tam urlopować miesiąc...A Mazury?Wrócimy tam na pewno,mamy nadzieję, że na żagle...
W kolejnych urlopowych postach, będzie oczywiście o tym jak to było na wschodzie. :)*****************
Na Mazurach "zrobiliśmy" około 70 km rowerem.
Nocleg na Mazurach znaleźliśmy na booking.com
Jest to Siedlisko Konradówka.
Dokładne informacje znajdziecie tutaj. Miejsce godne polecenia, właściciele sympatyczni. Konrad bardzo pomocny.Oferował pompki, zapinacze do rowerów, mapy...Co ciekawe, gdy około 20 lat temu gospodarze kupowali teren, na którym obecnie jest Siedlisko,nie było tam nic poza polem. Nie było lasów, stawów. Nic.Nawet im wtedy do głowy nie przyszło, że powstanie tam tak cudowne miejsce.I wiecie co jeszcze sprawiło mi przyjemność? Że gospodarze byli może o 10 lat starsi od nas.Czyli zaczęli szybko swój interes, włożyli w niego kupę pracy i serca i w takim młodym wieku mogą się cieszyć tym co mają, tym co osiągnęli.