Nie pamiętam kiedy ostatni raz jadłam kiełbasę będąc na grillu - chyba nawet w czasach, gdy jadłam mięso nimi gardziłam. Moim największym grillowym przysmakiem był przypieczony chleb z masłem, a jeśli chodzi o mięso, to zawsze lubiłam grillowane pstrągi. Pstrągów obecnie nie jem, ale chleb towarzyszy mi na każdej grillowej uczcie. Od jakiegoś czasu moja siostra, w ramach początku drogi do wegetarianizmu, nie je przetworzonych wyrobów mięsnych, więc żeby nie zaniechać tego postanowienia, na rodzinnego grilla kupiła specjalne białe kiełbaski. Ja dokupiłam wersję z papryką (natrafiłam na promocję :P) i chociaż nie spodziewałam się po nich niczego wspaniałego, zawsze z ciekawością próbuję tego rodzaju przysmaków.
Skład rozpoczyna woda, a tuż za nią znajdziemy
białko sojowe (15,6%), następnie
olej rzepakowy, białko pszenne, mąkę ryżową, przyprawy, paprykę 2%, aromaty, substancję zagęszczającą - karagen, sól, emulgator - metylocelulozę, błonnik cytrusowy oraz substancję zagęszczającą - konjac. Do ideału wiele kiełbaskom brakuje, ale biorąc pod uwagę składy niektórych parówek mięsnych, nie jest tak źle.
Po otwarciu opakowania poczułam minimalnie mięsny zapach, a na pierwszy plan wysunął się przyjemny aromat chipsów bekonowych... Podczas grilla nie skupiałam się dokładnie na smaku, zdjęć także nie robiłam, nie chcąc wzbudzać zainteresowania blogiem, ale wspominam je bardzo dobrze - nie rozlatywały się przy kontakcie z wysoką temperaturą, a z ketchupem i musztardą naprawdę fajnie się komponowały. Jednak aby móc ocenić produkt dokładniej, zostawiłam jedną kiełbaskę na czas spokojnej degustacji, do której podgrzałam ją w wodzie - taki sposób obróbki cieplnej wydał mi się najodpowiedniejszy na zakończenie jej żywota...
Warto jeszcze wspomnieć, że kiełbaska przed podgrzaniem była dość twarda i sprężysta, a wyglądem odzwierciedlała najzwyklejszą parówkę. Podgrzanie nie doprowadziło do jej zagłady - nic ze środka nie wypłynęło i nie wystrzeliło przez skórkę. Kiełbaska okazała się umiarkowanie sucha i do ociekającej tłuszczem wersji mięsnej wiele jej zabrakło, co mi odpowiadało. Po przekrojeniu uwidoczniły się różnego kształtu twory, będące zapewne wynikiem niedokładnego zmielenia któregoś ze składników, a także bardzo drobne kawałki papryki. W smaku ich przejaw jest minimalny, znacznie bardziej czuć słodką paprykę w proszku, choć nie wiem czy wchodziła ona w skład użytych przypraw...

Kiełbaski były dość słone - zwłaszcza w wersji grillowanej, bo te ugotowane trochę słoności straciły, a po zjedzeniu większej ilości czuć było lekką pieprzność. Jednak słoność nie była zatrważająca, a kiełbaski smakiem przypominały mi mięsne parówki - były charakterystycznie doprawione. W połączeniu z ketchupem i musztardą odzwierciedlały smak parówek jedzonych w dzieciństwie. Nie jest to smak którego mi brakuje, więc nie szukam zamienników mięsa w codziennej diecie, ale wegetarianom tęskniącym za mięsem mogę je polecić ;)
WARTOŚĆ ODŻYWCZA
Nie można oczekiwać, że tego typu produkt dostarczy nam witamin i składników mineralnych, tak jak i nie oczekuje się tego od zwykłych parówek (choć wiele osób pewnie je takie "mięsa" z myślą o bogactwie w nich białka i minerałów :D). Kiełbaski zawierają emulgatory i zagęstniki, a także sporo soli, nie przypadną też do gustu sojowym sceptykom. Mimo to można doszukać się w nich kilku zalet - mają sporo białka roślinnego, a niewiele tłuszczu. Na pewno takich kiełbasek nie powinno się jeść codziennie, ale raz na jakiś czas mogą stanowić smakowite urozmaicenie diety, a szczególnie świetnie sprawdzą się na grillu.
Wartość odżywcza 1 kiełbaski: 104kcal, 4,9g tłuszczu, 4,5g węglowodanów, 0,5g błonnika, 10,6g białka
Miejsce zakupu: Kaufland
Cena: nie pamiętam dokładnie - w promocji coś ok. 6 - 7zł