Nie pomyślałabym, że notkę z ulubieńcami kwietnia będę pisać siedząc pod zimowym kocem (ze wzorkiem świątecznym), na dodatek w ciepłej bluzie. Miesiąc ten nie był niestety zbyt wiosenny i mam już szczerze dość panującej jesieni. Jednak bardzo lubię jesienne dania, a z tą porą roku najbardziej kojarzą mi się gotowane owsianki, a także mieszaniny kasz i warzyw oraz cieplutkie kakao, których w kwietniu w mojej diecie nie brakowało. Z drugiej strony czekam na dary wiosny - już niedługo powinno być mnóstwo sezonowych warzyw i owoców. A póki co, pokażę Wam kilka produktów, które umiały mi kwietniowe dni :)
1. MĄKA Z KASZTANÓW (Symbio)
Zacznę od czegoś zdrowego i pysznego zarazem. Mąka z kasztanów towarzyszy mi od dawna i często dodaje pysznego smaku i słodkości moim śniadaniowym plackom. Przysmak z tej firmy jadłam pierwszy raz i od razu przypadł mi do gustu - mąka okazała się świeża, lekko słodka i pachniała kasztanami. Więcej na temat mąki kasztanowej możecie przeczytać w
tej notce.
2. SPROSZKOWANY KORZEŃ MACA
Pozostając w temacie wyrobów sypkich, na wyróżnienie zasługuje także sproszkowany korzeń maca. Gdy pierwszy raz dodałam go do kakao, nie zachwycił mnie ani trochę, ale dałam mu drugą szansę i już w owsiankach czy plackach smakuje mi bardzo. Dodaje daniom (a zwłaszcza owsiance bananowej) lekko karmelowego smaku, ponadto cechuje się delikatną słodkością i zachęcającym aromatem. W internecie można przeczytać wiele dobrego na temat właściwości prozdrowotnych pochodzącego z Peru korzenia - działa m.in wzmacniająco, reguluje pracę układu hormonalnego, a także zawiera wiele składników odżywczych.
3. BATON NAKD COCOA CRUNCH
Teraz przejdę do dwóch przysmaków przywiezionych z Portugalii, a zacznę od sławnego ostatnio batona Nakd, o smaku cocoa crunch. W jego składzie znalazły się daktyle (43%), chrupki sojowe - złożone z soi, skrobi z tapioki i soli (16%), rodzynki (15%), orzechy nerkowca (15%), kakao (5%), koncentrat soku jabłkowego (4%) oraz naturalny aromat. Tak jak przypuszczałam, baton okazał się pyszny - idealnie dla mnie słodki, a w słodyczy owej wyraźnie czuć było daktyle i rodzynki. Dodatek kakao także był zauważalny, ponadto dało się wyczuć elementy chrupkie, upodabniające słodycz do batonów proteinowych - cechowała go charakterystyczna dla nich proszkowatość. Baton jest przy tym wegański i bezglutenowy, więc wszystkim tym, którzy nie mają nic do soi, powinien przypaść do gustu ;)
4. CAROB HIT CHIA BERRY BAR
Powyższego batona widziałam pierwszy raz w życiu właśnie w Portugalii i nie wiedziałam, czego się po nim spodziewać, bo naklejka ze składem w tamtejszym języku przykryła wszystko inne (domyśliłam się tylko kilku składników). Dopiero po sprawdzeniu składu w internecie uznałam, że kompozycja będzie udana. Rozpoczynała ją mieszanka nasion (słonecznika, dyni, sezamu i konopi) stanowiących 57% składu, dalej niestety znalazł się cukier i syrop ryżowy, a także olej palmowy i rzepakowy, nasiona chia, karob, liofilizowane maliny, mąka sojowa, lecytyna słonecznikowa i sól, więc do ideału wiele zlepkowi brakowało.

Baton okazał się dość mocno słodki, jednak nie sprawił, że miałam dosyć cukru (może dlatego, że jadłam go na dwa razy). Ziarna cechowały się dobrą jakością, zlepiono je solidnie, jednak pod wpływem ucisku dość łatwo się rozpadały. Oblewającej całość, jakby czekoladowej warstwy, nie umiałam zidentyfikować, ale mogę przypuszczać, że to coś na bazie karobu. Batona polecam wszystkim lubiącym przysmaki z ziaren, którym dodatek cukru nie jest straszny.
5. KRUSZONE ZIARNO KAKAO
Powyższe kakao kupiłam w Lidlu przy okazji jakiegoś tygodnia prozdrowotnego i było to pierwsze prażone ziarno jakie jadłam. Wcześniej kupowałam tylko surowe ziarna kakaowca, różniące się nieco smakiem. To było bardziej czekoladowe (prażenie na pewno sporo smaku wyzwala), jednocześnie pozbawione takiej typowej, surowej i dzikiej nutki. Fajnie wzbogacało moje owsianki na wynos, zwłaszcza te z dodatkiem banana.
6. SUSZONA MIECHUNKA PUFFINS
Wcześniej miechunkę jadłam wiele razy, ale w postaci suszonej, więc nie wiedziałam, czego spodziewać się po wersji puffinsowej. Smakiem mnie nie zaskoczyła, bo liczyłam właśnie na lekki kwasek i po prostu miechunkowość, ale konsystencją już bardzo.
Przypominające korale kule były bardzo chrupiące i nie miały nic wspólnego z owocami suszonymi inną metodą. Po zgnieceniu tworzyły proszek, a przy gryzieniu chrupały jak dobrej jakości chipsy owocowe. Dzięki metodzie suszenia próżniowego, pochodzące z Ekwadoru owoce zachowały nie tylko naturalny smak, ale także mnóstwo składników odżywczych.
7. SUSZONE MORELE
W kwietniu miałam "fazę" na suszone morele i głównie były to morele opisywane przy okazji ostatniej
notki z zakupami spożywczymi z Tesco firmy The fresh company. Nie są one konserwowane siarką, stąd ich niezbyt pomarańczowe zabarwienie, ale smakiem nadrabiają wszystko. Są słodkie, idealnie morelowe i lekko gumiaste - dla mnie idealne.
8. SEZAMKI EKOLOGICZNE Z CHLORELLĄ
Ich skład raczej nie zachęci przeciwników cukru, bo po prażonym ziarnie sezamu na liście widnieje syrop ryżowy i cukier trzcinowy, a tytułowa chlorella zajmuje tylko 1% całości. Sezamki były słodkie, ale dla mnie nie w sposób zamulający. Sezam też wiele smaku wniósł, a tytułowa chlorella nadała głównie zielony kolor, bo czuć jej specjalnie nie było.
9. ŚNIADANIA
Za ulubione śniadania kwietnia mogę uznać
owsianki, zarówno w formie gotowanej, jak i pieczonej. Gotowaną robiłam najczęściej z dodatkiem jabłka lub banana, na domowym "mleczku" stworzonym z wiórków kokosowych, świeżych daktyli i wody, a z pieczonych szczególnie polecam
owsiankę z batatem i jabłkiem. Kilka razy robiłam też placki - w sobotę puszyste z jabłkiem, a w inne dni w wersji wegańskiej, np. z batatem czy bananem, a także jaglanki, choć one najczęściej wchodziły w skład moich kolacji. A do pracy niezmiennie zabierałam płatki owsiane z jogurtem, bananem, orzechami i suszonymi owocami.
10. OBIADY
Moje obiady w kwietniu przeważnie nie posiadały większego ładu i składu. Gdy jadłam je w domu, często wykładałam różne pyszne rzeczy na talerz, tak jak np. na powyższym zdjęciu. Bardzo lubię takie mieszanki, podobnie jak różne kasze ugotowane z dodatkiem warzyw. Poza kaszami jadłam także ryż basmati, makaron kukurydziany oraz komosę ryżową. Dla lepszego wchłaniania żelaza, do obiadu często jadłam zawierającą witaminę C pomarańczę ;)
A powyżej jedna z moich ulubionych mieszanek do lunchboxu, jeszcze z początku kwietnia, kiedy to ostatni raz jadłam brukselki. Poza nimi, w pojemniczku znalazły się brokuły i fasolka szparagowa, a także niepalona kasza gryczana ugotowana z ciecierzycą i jarmużem, następnie polana bazyliowym pesto i udekorowana łyżką koncentratu pomidorowego (koncentrat pomidorowy też ostatnio wyjątkowo lubię).
11. RECENZOWANE PRZYSMAKI
Spośród recenzowanych w tym miesiącu produktów, na wyróżnienie zasługuje żurawinowa chałwa lniana, tahini Basia Basia, a także czekolada nugatowa Vivani.
A Wy co dobrego jedliście w kwietniu ? I mam nadzieję, że nie przemarzliście i nie przemokliście na majówce ;)