Kupiłam minky. Tak... też uległam jego czarowi :) Kupiłam je z myślą o nadchodzących chłodnych dniach. A konkretnie: kominy. Dzięki temu, że ten materiał jest nie tylko milutki i cieplutki, ale też mocno elastyczny, komin jest wąski i bardzo przylegający do szyi. Podszyłam go miękkim, punto w kolorze jesiennej mięty, którego troszkę zostało mi z
sukienki, która gościła na moim blogu na początku roku.
Uszyłam go na specjalne zamówienie dla 5-letniej koleżanki P. Myślicie, że jej się spodoba?
P też ma już swój komin, który bardzo lubi i ubierając go mówi z dumą do swoich kolegów: "Moja mama mi taki uszyła". Jak to słyszę, to jeszcze bardziej chce się zasiadać do maszyny.
Ten komin, to pierwszy uszytek z moją metką. Zauważyliście ją? Na poniższym zdjęciu w powiększeniu. Na podstawie mojego projektu, wykonała ją firma Epus. Jestem pod wrażeniem jakości i precyzji z jaką odwzorowane jest na niej logo. Bez plątaniny nitek i strzępiących się elementów.
Aaaaaa! Cieszę się z tych metek przeogromnie :)