Od jakiegoś czasu czułam, że wyczerpuje mi się energia do działania. Wakacje były mi potrzebne. A dlaczego zdecydowałam się na Rzym? Prosta sprawa: tanie bilety, przyjemna pogoda i chęć zobaczenia jak Wieczne Miasto wygląda na prawdę i czy różni się od jego filmowych przedstawień.
Film "Rzymskie wakacje" lubię umiarkowanie, choć to klasyk. Natomiast "Wielkie Piękno" Paolo Sorrentino z 2013 roku to jeden z tych filmów, który mnie zachwycił. Oglądałam go kilkukrotnie i z każdym kolejnym razem bardziej ciągnęło mnie do Rzymu. Dodatkowym atutem stolicy Włoch jest bliskość morza. Ostia, małe nadmorskie miasteczko oddalone od Rzymu o ok. 20 km nazywane jest nadmorską dzielnicą Rzymu. Poza sezonem jest tam zupełnie pusto, a co za tym idzie spokojnie.
A co zjeść w Rzymie żeby poczuć włoski klimat i nie stracić majątku? Oto kilka wskazówek, może komuś z Was się przydadzą lub zachęcą do krótkiego wypadku na rzymskie wakacje.
Po pierwsze PIZZA - dobra na szybki obiad, lunch, przekąskę.
Oczywiście można usiąść w restauracji, zamówić pizzę i delektować się nią przy stoliku, podziwiając widoki lub tłumy turystów drepczące po chodniku (lub środkiem ulicy,a co!). My zdecydowałyśmy się na pizzę "do ręki", bo zgłodniałyśmy kiedy akurat zmierzałyśmy piechotą do Watykanu. W Rzymie sporo jest małych lokali, które w menu mają tylko pizzę krojoną nożyczkami na kawałki i sprzedawaną na wagę. Zazwyczaj nie ma tam zbyt wielu stolików. Kawałek pizzy dostaje się złożony na pół i zawinięty w papier, jak kanapkę. Wydaje mi się, że jest to całkiem fajny sposób, bo można zamówić np. kilka mniejszych kawałków i spróbować różnych smaków pizzy. Ja wybrałam delikatną w smaku pizzę z kwiatami cukinii, a moja koleżanka Gosia - wegetariańską pizzę z warzywami. Miłym zaskoczeniem był fakt, że większość rodzajów pizzy w lokalu, na który trafiłyśmy to pizza wegetariańska. Miałam więc spory wybór.
Pizzeria Rustica mieści się przy jednej z głównych ulic prowadzących do Placu Świętego Piotra (Via di Porta Angelica). Niedaleko murów do Muzeów Watykańskich natknęłyśmy się na lokal o wdzięcznej nazwie Habemus Pizza, który ma swój profil na Faceooku (
klik) i polecany jest przez portal Trip Advisor (
klik).
Cena kawałka pizzy, którym można się najeść w przypadku średniego głodu to ok. 3 euro (ceny różnią się w zależności od rodzaju pizzy).
Po drugie LODY - dobre na wszystko
W Polsce panuje ostatnio moda na lody "naturalne", "prawdziwe", "dobre". Wygląda na to, że we Włoszech dobre lody są po prostu standardem. Nawet w lodziarni, do której weszłyśmy przypadkiem, bez polecenia trafiłyśmy na doskonałe lody pistacjowe i straciatella z pomarańczami. W kolejnej zjadłyśmy wersję owocową: mango i kiwi. Lody nakładane są szpatułką, a ceny zróżnicowane: za pierwszym razem zapłaciłyśmy 2,5 euro za pojedynczą małą porcję, za drugim razem, w lodziarni poleconej w przewodniku (a więc wydawało nam się, ze będzie drożej) już tylko 2 euro za podwójną porcję (dwa smaki).
Zdradzę Wam też mój prywatny sposób na sprawdzanie jakości lodów: zawsze jednym z zamawianych przeze mnie smaków jest pistacja. Jeśli trafię na zielono-niebieskie lody o sztucznym aromacie i słodkim smaku, wiem, że nie jest to lodziarnia najwyższych lotów (ostatnio jadłam takie w Grycanie!). Jeśli natomiast lody pistacjowe mają kolor zmielonych orzeszków (brązowo-zielony), są lekko słonawe i wyczuwa się w nich smak prawdziwych orzechów pistacjowych - wtedy zamawiam kolejną porcję :).
Lodziarnie, w których byłyśmy to
Gelateria Verde Pistacchio przy Via Nazionale i
Old Bridge przy murach Watykanu (W Old Bridge za 2 euro można dostać naprawdę godną porcję :))
Po trzecie KAWA - dobra i w umiarkowanych cenach
Mimo, że bardzo lubię kawę, podczas wyjazdu nie było czasu na przesiadywanie w kawiarniach i sączenie włoskiego cappucino. Jedno co mogę zdecydowanie odradzić to wizyta w Antico Cafe Greco - reklamowanej w przewodnikach jako najsłynniejsza kawiarnia w Rzymie. Znajduje się ona na Via Condotti, w najelegantszej dzielnicy miasta, pełnej markowych sklepów i nieznośnych turystów robiących sobie zdjęcia na tle Schodów Hiszpańskich. Kawiarnia to podłużne ciemne wnętrze, w której przy wejściu tłoczą się ludzie próbujący pić kawę przy barze (przy barze jest taniej) lub dopytujących o ceny ciast. Jeśli chcecie usiąść w spokoju, wypić kawę i spróbować deserów należy mieć ok. 100 zł na osobę, bo kawa typu Cafe Latte kosztuje ok. 8 euro. Dochodzą do tego ciasta, napiwki i ewentualne dodatkowo naliczane opłaty za siedzenie przy stoliku. Jeśli pogoda dopisuje, szkoda zdrowia, czasu i pieniędzy na przesiadywanie w ciemnej kawiarni, wśród tłumu turystów chodzących wte i we wte. Tym bardziej, że w "zwykłej" kawiarni dostaniemy dobrą kawę w umiarkowanych, a nawet niskich cenach (1,5 euro za małą i 1,8 euro za dużą Caffe Latte).

Po czwarte DESER!
Włoskich deserów nie trzeba reklamować. Wyglądają pięknie i zazwyczaj są zrobione ze składników dobrej jakości. Jeśli chodzi o cenę, to nie miałam zbyt wielu okazji do porównywania cen, ale wydaje mi się, że nie nalezą do super-tanich. Np. pistacjowy "wulkan" Etna, był na prawdę niewielki, a kosztował 6 euro czyli ponad 25 zł. Był natomiast bardzo dobry: mus czekoladowy, krem pistacjowy, lekko słona pralina pistacjowa i czekolada. Jedyne, co mnie zdziwiło, to dekoracja talerza stworzona ze zwykłego sosu czekoladowego "z butelki" (przynajmniej tak smakował).
W Ostii trafiłyśmy przypadkiem do restauracji
Mamflo (dobra kawa). Położona jest przy samej plaży, z tarasem i przyjemnym pastelowym wnętrzem. Dużym plusem jest bardzo funkcjonalna łazienka z przewijakiem. Poza sezonem nie było tam prawie nikogo. Oprócz nas dwóch zajęty był tylko jeden stolik przy którym turystki w wieku 40+ spożywały góry owoców morza :)
W kolejnym poście napiszę kilka słów o tym, co przywiozłam z Rzymu.
Jeśli ktoś z Was potrzebuje praktycznych wskazówek dotyczących lotu, podróży, przemieszczania się, atrakcji godnych polecenia w Rzymie to piszcie na mela.niedziela@gmail.com, z chęcią odpowiem na pytania :)