Od kiedy modny stał się „zdrowy styl życia” bacznie obserwuję, jak ludzie reagują na to hasło. Oczywiście, jak to zwykle bywa, część osób w ogóle nie zaprząta sobie głowy takimi głupotami, ale większość odbiorców stara się wpasować swoje zachowania do nowych realiów. Wszyscy już wiedzą, że należy jeść szpinak, kasza jaglana podbija polskie stoły, a wszelkie oleje poszły w kąt za sprawą super zdrowej oliwy z oliwek. W nowoczesnym świecie nie ma miejsca na tłustą kuchnię polską, a dzień bez zdjęcia choć jednego zdrowego posiłku na serwisie internetowym nie ma sensu.
Niby wszystko dąży w dobrym kierunku, bo przecież kto z nas nie chce być przez całe życie zdrowy, pełen wigoru i siły? Takie hasło jak „zdrowe odżywianie” mają nam w tym pomagać przez promocję racjonalnych nawyków i ich kontemplacji, ale czy rzeczywiście tak jest?
Przypadek pierwszy:
Kasia je zdrowo – na śniadanie musli z mlekiem, w szkole zjada jabłko, po zajęciach warzywa gotowane na parze, a na kolację twaróg z kromką chleba. Po lekcjach chodzi na treningi siatkówki, a w weekendy spotyka się z przyjaciółmi i wtedy mocno sobie folguje; pije piwo, zjada czipsy, batoniki, czasem nawet sięgnie po zapiekankę albo frytki. W poniedziałki wszystko wraca do normy i Kasia znów nie przekracza 1500 kcal dziennie.
Przypadek drugi:
Asia jest weganką. Toleruje tylko produkty sezonowe i nieprzetworzone, o jak najwyższej jakości. Gardzi kukurydzą z puszki, mlekiem sojowym z biedronki i tłustymi posiłkami. Po pracy chodzi do szkoły jogi, która położona jest obok sklepu z ekologiczną żywnością, gdzie Asia się zaopatruje. Przez jej gardło nie przechodzą produkty bez odpowiednich certyfikatów, bo przecież „jesteś tym, co jesz”. Nie liczy kalorii, ale czasami zdarza się jej przejadać, przez co staje się apatyczna i ociężała.
Przypadek trzeci:
Basia jest na diecie paleo. Jej przykładowy jadłospis składa się w dużej mierze z mięsa, tłuszczu i odrobiny węglowodanów. Nie spożywa glutenu i nabiału. Jej pasją jest kulturystyka i temu poświęca dużo czasu. Chce osiągać jak najlepsze wyniki, dlatego stosuje także odżywki białkowe. Nie ma dla niej znaczenia jakość produktów spożywczych, najważniejsze jest, by pasowały one do wytycznych diety paleo. Stara się być wzorem zdrowego odżywiania dla swoich dzieci.
Przypadek czwarty:
Zosia uwielbia słodycze i jest od zawsze na diecie. Kiedy poznała, czym jest zdrowe odżywianie, jej odchudzanie nabrało sensu. Nie musi się już katować: ważne, by spożywane przez nią jedzenie było zdrowe. Codziennie zjada kilka łyżek masła orzechowego, gotuje zupę na kostce rosołowej, kawę pije tylko z ksylitolem, na kolację serwuje rodzinie kurczaka (najtańszego, bo przecież ksylitol jest drogi). Zosia nie jada ziemniaków i owoców, bo boi się, że utyje.
Te przykłady to tylko kropla w morzu tego, co można zauważyć w internecie, telewizji, a często nawet usłyszeć od znajomych. Chociaż każdy twierdzi, że odżywia się zdrowo, to już na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo względne jest to pojęcie. W niektórych przypadkach mam ochotę puknąć się w czoło i wytknąć błędy, a w innych aż nasuwa się stwierdzenie, że taka dbałość o szczegóły zahacza o ortoreksję. Czy jest to jednak potrzebne?
Każdy z nas jest inny i ma inne zapotrzebowanie na energię, składniki mineralne i pierdyliard innych wytycznych. To, że kogoś rozsadza energia po szejku z 6 bananów nie oznacza, że druga osoba będzie czuła to samo – skutek może być wręcz odwrotny. W całym tym zdrowym odżywianiu często zapominamy o przymiotniku, który warunkuje ten slogan. Zdrowie dla każdego oznacza zupełnie inny stan i nie ma takiej mocy, która mogłaby stworzyć idealny plan żywieniowy dla wszystkich. Takie rozwiązanie jest po prostu awykonalne i setki tych samych pytań pod zdjęciem jakiejkolwiek metamorfozy na fejsbuku nie zmieni niczego. To prawie jak porównywanie chorego na celiakię i nietolerującego laktozy – jeden bez przeszkód będzie zajadał jogurt z owocami, a drugi pajdę chleba z pomidorem, ale nie będą mogli się wzajemnie nakarmić.
A jak Wy rozumiecie zdrowe odżywanie? Jesteście bardzo restrykcyjni, czy zostawiacie sobie otwartą furtkę na małe grzeszki? Koniecznie dajcie mi znać, bo jestem ciekawa Waszych przemyśleń.