Dziś piszę z rozkręcającą się gorączką, która nie zapowiada mi jutro łatwego dnia w pracy. Też tak macie, że gdy waży się grypowy los, w trakcie pierwszych objawów, być albo nie być (chorym), zjecie ciasto lub inny taki cukier i od razu przeziębienie atakuje silniej? Niby taki niewinny rogal świętomarciński a kreuje nowe przeznaczenie na następne dni. Prawie się mu oparłam, prawie oddałam cygance, która zagląda do kawiarni regularnie dla potrzeby wc i czasem z ciekawości czy jakieś ciasto niepierwszej świeżości dla niej nie zostało. Najprostsze decyzje potrafią zmieniać życie!
Nie wiem dlaczego, bo zawsze uwielbiałam zwyczaj wkładania prezentów do buta, ale w Anglii Mikołajki nie istnieją, nawet napiwków na autobus nie uzbierałam, taki biedny 6-ty grudzień tego roku, ale ugotowałam zupę na sześć obiadów i mogę spać spokojnie.