Ach ten chleb nasz powszedni... i tu zaczyna się historia owych potworów, czyli nasza J&J. Chleb można byłoby jeść na śniadanie, zarówno pierwsze jak i drugie, obiad. podwieczorek i kolacje! My po prostu uwielbiamy chleb, ale oczywiście tylko ten pieczony w naszym domu. Zapraszam do poczytania :)

Przyznam szczerze, że marzy mi się własna piekarnia. Z której zawsze unosiłby się fantastyczny zapach świeżo wyciągniętego z pieca pieczywa. A na półkach pełno chlebów - żytnich, pszennych, pełnych ziaren, ciabatt, bułeczek maślanych i moich ulubionych cynamonowych rogali... Kiedyś może mi się uda spełnić marzenie, a teraz spełniam się we własnej kuchni :)

Gdziekolwiek się wybieramy zawsze musimy się pochwalić naszym chlebem na zakwasie. Początek tej historii zaczyna się gdzieś
TU - zapraszam do przypomnienia sobie. Teraz już w trakcie ciągłej praktyki wszystko ewoluuje. Przepis niby ten sam, tylko zawsze robiony na "oko".

W ramach improwizacji powstają na podstawie bazy różnorodne chleby. Przeważnie w domu pieczemy raz lub dwa razy w tygodniu - po 2 lub 3 bochenki. Kombinacji jest wiele - z rodzynkami, z ziołami, z cebulką czy nawet czekoladą :)
Gdy nie mam czasu na pieczenie chleba na zakwasie (niestety potrzebuje on dosyć długiego czasu) na szybko robię jakiś drożdżowy. Ostatnio miałam ochotę na chleb klasyczny pszenny - grupa chrupiąca skórka i miękki środek - jak to dawniej kupowany przydomowej piekarni w rodzinnym miasteczku.
Oto efekt dzisiejszej pracy:) Przepis zaczerpnęłam z
Pichcę i knocę.


Do posłuchania dziś polecam świetny cover
Daft Punk - Get Lucky // George BarnettPozdrawiam po długiej przerwie :)