Grudzień leci jak z bicza strzelił. Ledwo się zaczął, a już minęły Mikołajki, zakończył się szał zakupowy i przygotowania do Świąt, a teraz co? Prawie Święta Bożego Narodzenia minęły! Niesamowite i przerażające. Ale tak właściwie to dobrze, bo czas się dłuży tylko wtedy, gdy jest nudno, za to gna jak głupi, kiedy jest, co robić. ;)
No dobrze, ale skoro Święta Bożego Narodzenia tak całkiem jeszcze się nie skończyły, chciałam Wam życzyć absolutnie wszystkiego najlepszego. Oczywiście spełnienia marzeń i zdrowia, lecz przede wszystkim szczęścia, niewymuszonego uśmiechu, wewnętrznego spokoju i wiary w to, że możecie pokonać wszystkie przeciwności losu oraz samoakceptacji i świadomości, że nie musicie niczego w sobie zmieniać, żeby było "wystarczająco". ;*
Mam też dla Was kilka zdjęć śniadań, a żeby nie zrobić okropnie długiego posta, to reszta pojawi się jutro. ;)
Uzupełniłam też
przepis na placuszki, o który prosiliście. :*
Resztę dopiszę i posegreguję w najbliższym czasie. :)
Ok, to na początek dzisiejsze, trochę bardziej detoksowe śniadanie. ;)
 |
| Szejk (pomarańcza, jagody, jogurt, twaróg, ...mąka migdałowa. :D) |
 |
| Życianka gotowana z suszonymi owocami (śliwki, jabłka, gruszki) i makiem, z twarogiem i mandarynką |
 |
| Życianka na mleku z serkiem wiejskim, truskawkami, kiwi, karobem, płatkami migdałowymi i daktylami |
 |
| Mandarynkowy pudding lniany z serkiem homogenizowanym, miechunką liofilizowaną i orzechami włoskimi |
Ach! I dużo osób trafiło! Placuszki dla dzieci były z gerberkiem! :D
Jak Wam minęły Święta? :*
Miłego świątecznego popołudnia! :*