
Czym jest tempeh wierni czytelnicy i czytelniczki bloga pewnie wiedzą, bo nie raz mogliście przekonać się, że jest to stały składnik mojej roślinnej kuchni. Pamiętam czasy, kiedy przywoziłam go z Berlina. Niejednokrotnie czułam się jak jakiś wariat, kiedy współpasażerowie w pociągu ze zdziwieniem odkrywali zawartość pudła, które wiozłam ze sobą do Polski, pełnego tofu, margaryny Alsan i tempehu właśnie. Tymczasem ja przemycałam wegańskie rarytasy dla połowy wegańskiego Poznania.
Obecnie nie ma już takiej potrzeby, bo właściwie wszystkie te produkty są dostępne od ręki. Po Alsan sięgam od czasu do czasu, bo fajnie sprawdza się w kruchych ciastach i ciastach, choć nie jest nie do zastąpienia. Natomiast tofu i temeph pojawiają się średnio raz na kilka dni, a czasem i częściej. Z tych dwóch sojowych produktów chyba jednak wolę tempeh, choć oczywiście w tofurnikach to tofu jest niezastąpione i choć bezserniki na bazie kaszy jaglanej czy orzechów są fantastyczne, to jednak tofurnik to tofurnik – dobrze przygotowany nie ma sobie równych.
Tempeh, czyli najprościej mówiąc fermentowana soja, którego proces produkcji jest na tyle żmudny i zawiły, że nie zamierzam Wam go streszczać, choć uprzedzam lojalnie, że wiem na czym polega ( tak, interesowałam się