
Jak możecie zauważyć od kilku dni nie ma nowych przepisów. Już się tłumaczę dlaczego. Otóż odkąd wróciłam z krótkiego urlopu mam problemy żołądkowe. Spokojnie, nie będę użalać, tylko chcę Was ostrzec. Generalnie mam bardzo wrażliwy żołądek i cały układ trawienny, dzięki temu też przeszłam na dietę wegańską, która mnie wyleczyła z większości problemów- ale o tym innym razem. Dokładnie w dzień przez wyjazdem na urlop, czyli w niedzielę po obiedzie zaczęłam się źle czuć, ot takie dziwne „kręcenie” w żołądku. Po 2 godzinach (około 16) brzuch spuchł mi jak balon, a mam się ze mnie nabijała, że pewnie się obżarłam. W ciągu 4 godzin stan się na tyle pogorszył, że zaczęłam wymiotować i mieć drgawki. Leżałam pół żywa w 3 parach spodni dresowych i w 3 bluzach, a nadal mi było zimno i cała się telepałam. Dobrze, że Miska spała i nie widziała mnie w takim stanie, bo nie mogłam nawet żadnych leków przyjąć, tak mną trzęsło.
Była 23, a ja o 8 rano miałam pociąg do Kołobrzegu. Zadatek wpłacony, dzieciak przeszczęśliwy, że wyjeżdża tylko z mamą… Rano powiedzmy, że było lepiej, leki zadziałały (paracetamol i nospa), wypiłam tylko wodę i zjadłam dosłownie kromkę suchego chleba. Nie mogłam zrobić tego dzieciakowi i jak wiecie byłyśmy nad morzem. Kupiłam jeszcze smectę, nic nie jadłam cały dzień i było znośnie. We wtorek popołudniu było już tak na 90 % dobrze, a następnego dnia rano już normalnie.
Wróciłam do domu w sobotę i od niedzieli znowu się zaczęło. Nie tak tragicznie, ale mimo trzymania diety miałam spuchnięty brzuch, nie mieściłam się w dżinsy, które mam normalnie luźne w pasie, cały czas mnie muliło i kręciło w żołądku. Doszłam do wniosku, że chyba ta „jelitówka” nie jest wyleczona do końca. Wczoraj nie byłam w stanie nic zjeść, a mimo to brzuch miałam ogromny, cała spuchnięta i plus 2 kg. Zaczęłam analizować wszystko co zjadłam, wypiłam itd. i mnie olśniło dziś rano w piątek o 6 rano gdy siedząc na tarasie standardowo piłam kawę. Dokładnie przed wyjazdem kupiłam uwaga KSYLITOL, bo co prawda nie używam dużo cukru, w ciągu dnia słodzę tylko jedną kawę i herbatę, ale że mam mocne postanowienie poprawy, czyli schudnięcie to tnę kalorie, a zwłaszcza węglowodany gdzie się da. Ksylitol to tzw. cukier brzozowy. Dokładnie w sobotę przed, czyli dzień przed pierwszymi objawami zaczęłam słodzić kawę ksylitolem, przez cały dzień były to dosłownie 2 łyżeczki. W niedzielę było tak samo i wtedy się zaczęło. W poniedziałek, już piłam tylko wodę i polepszyło się we wtorek. Cały następny tydzień było super, a jak tylko wróciłam do domu i zaczęłam znowu słodzić ksylitolem, to czuję się fatalnie.
Poczytałam sobie o ksylitolu, co prawda wcześniej wiedziałam, że może działać przeczyszczająco i nie należy przesadzać z jego ilością, ale jak podkreślam u mnie to były 2 łyżeczki dziennie! Poszukałam informacji, a dokładnie o możliwych skutkach ubocznych i mogę stwierdzić, że miałam (nadal mam, bo od dziś już tego nie tknę) wszystkie możliwe objawy (no może poza biegunką), czyli wzdęcia, kolkę, niestrawność, ogólnie samopoczucie jak podczas grypy żołądkowej, potocznie nazywanej jelitówką. Tu fragmnet ze strony http://www.kobietaxl.pl/zdrowie/n,19431,ksylitol-nie-taki-zdrowy.html : nasz organizm nie jest w stanie prawidłowo strawić tego cukru, dlatego osoby stosujące codziennie ksylitol mogą doświadczać biegunek i bardzo częstych problemów żołądkowych. Ze względu na zaburzenia metabolizmu, ksylitol tworzy doskonałe warunki do rozwoju wirusów i bakterii w naszym organizmie. Zwiększa możliwość wystąpienia przerostu candidy, wywołuje gazy, kolkę i wzdęcia. Wiele badań udowodniło, że ksylitol zwiększa zakwaszenie organizmu.
Odkąd pamiętam, jestem wrogiem wszelkich zamienników cukru. Testowałam chyba wszystkie „zdrowe” zamienniki i były wstrętne. Większości nie można poddawać obróbce cieplnej. Aspartam ma podobno działanie rakotwórcze. Cały czas szukam tego artykułu, ale znalazłam informacje, że stewia podczas pieczenia „zamienia się” w zwykły cukier, wiec tak naprawdę łudzimy się o zmniejszeniu kaloryczności. Sam proces pozyskiwania ksylitolu brzmi jka SF : Przeprowadza się je w reaktorach pod ciśnieniem wodoru 6 – 10 MPa, z użyciem katalizatorów. Katalizator otrzymuje się przez stopienie niklu z glinem z dodatkiem innych promotorów. Ochłodzony i rozbity stop ładuje się do autoklawu a następnie katalizator zadaje się wodnym roztworem NaOH. Wodorotlenek sodu rozpuszcza glin, uwalniając nikiel w aktywnej formie. W reaktorze β-D-ksylopiranoza zostaje uwodorniona do ksylitolu. Taki hydrolizat oczyszcza się węglanem i po odsączeniu roztworu ksylitolu usuwa się kationy i aniony przez dodatkową obróbkę odpowiednimi jonami. Ksylitowy roztwór zagęszcza się w wyparce próżniowej do 75% suchej substancji i poddaje krystalizacji.
Podsumowując, pozostanę wierna swoim dotychczasowym zwyczajom, czyli używaniu nierafinowanego cukru trzcinowego, syropu z agawy, klonowego, ryżowego i dosładzanie ciast bananami, bo to u mnie sprawdza si e najlepiej. Mam nadzieję, że jutro będzie już lepiej, i zgodnie z planami będę w stanie coś upiec 