
Oprowadzę Was po moim ogrodzie. Pracowaliśmy nad nim z Miśkiem od końca stycznia tego roku. Nie było w nim nic oprócz trawy samosiejki i mleczowiska. Od narodzin pomysłu adaptacji przez pół roku kombinowałam co i jak zrobić. Wiedziałam co być musi, czyli : moje marzenie szklarnia, mój domek narzędziowy, drewutnia z „biurem Miśka”, podniesione grządki. oraz nadanie trójwymiarowości i wyznaczeniu miejsc pełniących określoną funkcję (grządki, wypoczynek, „brzydkie”). Miałam do dyspozycji step otoczony ohydnym betonowym płotem, który za wszelką cenę chcę zakryć. U mnie działa to na zasadzie „wizji”. Nie mam absolutnie pomysłu, po czym nagle bum i już wiem, jak dokładnie to ma wyglądać, tak jest u mnie ze wszystkim. W ciągu dwóch dni narysowałam to wszystko (na tyle na ile potrafiłam) Na papierze wyglądało to tak:

Przed podjęciem prac:

W sumie to już zaczęliśmy działać, to jest nanieśliśmy wymiary głównych obiektów i rozwalaliśmy samowolę budowlaną Mańka (mojego taty).

Aby zakryć szare ściany od sąsiada posadzę po „Zimnej Zośce” tzw. dzikie wino, takie pnącze, które na jesień wybarwia liście we wszystkich kolorach tęczy zanim opadną.

To jest wejście z drugiej strony do ogrodu. Furtki były zrobione ze względu na moje Dziewczyny.

Aby zakryć szare ściany od sąsiada posadzę po „Zimnej Zośce” tzw. dzikie wino, takie pnącze, które na jesień wybarwia liście we wszystkich kolorach tęczy zanim opadną.

Mój domek w środku.



Miejsce wypoczynku.

Strefa „brzydkie”, czyli kompostowniki. Ostrzegam Was przed kupnem tych, które mam ja. Są beznadziejne. Wykonane z cienkiego plastiku jak dziecięce zabawki, tandetnie wykonane, nie ma możliwości przemieszania w nich kompostu, bo się wszystko rozpadnie- absolutny badziew. Soje kupiłam przez allegro, ale tego typu są powszechnie dostępne, a ostatnio były w Biedronce. Wszystkie tak samo do niczego. Jesienią, po opróżnieniu z kompostu, wyrzucimy je na śmietnik, a Misiek zbuduje nowe z desek.

To jest widok z mojego „biura”. Jak widać jest w nim wszystko, aktualnie rosną pomidory, papryki, dynie, fasole, melony itd. Czekają do 15 czerwca.


ps. Dziś mój komputer nie chce współpracować i nie zrzuca zdjęć na bloga. Od 8 rano tyle udało mi się zrobić. Masakra jakaś, więc teraz idę się opalać i poczytać, może po południu będzie bardziej skory do współpracy.