Melonem w szynkę, czyli Włochy powracają jak mantra
Miałam przedstawić Wam dziś bardzo ciekawy, a zarazem prosty i wykwintny pomysł na obiad z wykorzystaniem polędwiczek wieprzowych. Miałam gości i wszystko pięknie przygotowałam. Problem polega tylko na tym, że nie zrobiłam finalnego zdjęcia potrawy. Mój mąż się ucieszył, bo strasznie mu to zasmakowało i wie, że będę musiała w najbliższym czasie powtórzyć tą potrawę. Dziś Wam nic nie zdradzę i pogadamy o czymś innym OK?
Ach te Włochy...
Powiecie sobie: ledwo wróciła a znów smęci o tym samym... Ale tym razem zbliża się moje marudzenie ku końcowi, albo wręcz przeciwnie rozwinie się z tego dopiero wielka przygoda. Otóż mój Mmmm zabiera mnie pod koniec miesiąca do Włoch, a dokładniej do Rzymu!!! Kolejne marzenie mogę odhaczyć jako zaliczone. Przy moim mężu marzenia spełniają się zanim zdążę o nich jeszcze pomarzyć. Taki z niego magik - cudotwórca! Całe szczęście jest już zajęty, zresztą...

Coś przeczuwam, że to będzie istny szał. Będę latała jak szalona, by sfotografować wszystko co się da, a nawet nie da. Pamięci mi w telefonie i aparacie na pewno nie starczy, to już wiem z góry. Przede wszystkim jadę tam poczuć ten klimat, który na tą chwilę próbuję sobie tylko wyobrazić. Przede wszystkim jadę tam posmakować te wszystkie pyszności, które staram się jak najwierniej kopiować, choć i tak pewnie nigdy mi się nie uda tego dokonać. Chcę wszystko posmakować, zwiedzić, obejrzeć, przejść i dokonać tego z 6-miesięcznym niemowlakiem, który to urodził się pod szczęśliwą gwiazdą, bo na pierwsze wakacje pojedzie właśnie do wiecznego miasta. Zdecydowaliśmy z mężem, że jedziemy tam w trójkę, całym trzyosobowym składem naszej rodziny i będzie to na pewno niezapomniany wyjazd. Przy tej okazji wpadłam na pomysł, że mój blog zostanie rozszerzony o dwie dodatkowe atrakcje. Po pierwsze skoro jest już Antoni to pojawiać się będą przepisy dla małych łasuchów. Po drugie chciałabym więcej opisywać ciekawych miejsc, oczywiście ciekawym pod względem smakowym. Ten pomysł od dawna chodził mi po głowie. Myślę, że przed Włochami, które będą zdecydowanie największym wydarzeniem na tym blogu, opiszę Wam jeszcze inne magiczne i bardzo słodkie miejsce (mała fotorelacja już wkrótce).
Wracając do dzisiejszego dania to jest one wyjątkowo proste. Wykorzystuje ten pomysł jako dodatek do innych włoskich potraw. Przyznam szczerze, że wielbicielką melonów, arbuzów i tego typu dziwnych, wodnisto - bagiennych smaków nie jestem. Szynka parmeńska, czyli tzw. Prosciutto di Parma to kawał surowego udźca wieprzowego, który wisi i dynda przez rok podwieszony pod sufitem strychu na jakiejś więźbie dachowej i schnie. Jak porządnie wyschnie robi się z tego niezły przysmak. Melon z szyneczką tworzą bardzo popularną przekąskę we Włoszech. Składników jest co nie miara więc i roboty po pachy, więc przepis tylko dla wytrwałych graczy... ;)
Składniki:
- melon
- szynka parmeńska
- świeżo mielony pieprz
- rukola (do ozdoby)
Wykonanie:
1. Rukolę rozkładamy na talerzu. Jest to dodatek opcjonalny, by melon tyłka sobie nie przeziębił na zimnym talerzu. Dodatkowo ten melon to strasznie blady i nie odbija się na talerzu, trzeba mu było trochę koloru wprowadzić.
2. Kawał cholery z tego melona jest, a już tłumaczę dlaczego. Z niego taki twardziel, że bez siekiery nie podchodź. Pobrudziłam wszystkie noże zanim udało mi się go pociąć. Co to takie twarde jest? Może ktoś ma sposób na melona? Mi póki co naprawdę tylko siekiera na myśl przychodzi. Po przekrojeniu delikwenta na ćwiartki wycinamy mu gniazda nasienne.
3. Melona obieramy ze skóry, kroimy w paski średniej grubości i układamy na talerzu.
4. Szynkę parmeńską układamy na pokrojonych paskach melona.
5. Całość obsypujemy świeżo mielonym pieprzem.
Smacznego!!!