Oj, widać wiosna wygoniła wszystkich z kuchni i nie chce się zaglądać do piekarnika. A szkoda, bo chleby zaproponowane przez
Kornika w minionym wydaniu zapowiadały się bardzo ciekawie. Szkoda, mówię za siebie, bo dawno już nie piekłam. Ostatnio mój Pan i Szkutnik trzaska razowe bagietki, z różnym skutkiem. Niekiedy przypominają pokręcone robale. Nie przeszkadza mi to szykować kanapek na drogę. Wieziemy je hen na wieś, powoli naszą własną. A chleby
Kornika zapisuję do wypróbowania, szczególnie nowozelandzki mnie kusi, a tym co piekli podziękowania.
Korniku nic się nie martw, już w wakacje wielkie nadrabianie.
Oj niedobrze mało nas. Jak tu się poprawić przy tak krótkiej dobie? Nie wiem, ale wiem, że w tym tygodniu gospodarzy
. Oto co przygotowała.
Składniki zaczynu wymieszać, odstawić przykryte na 12-14 godzin w temperaturze pokojowej.Następnego dnia wymieszać mąkę z wodą oraz zaczynem do całkowitego połączenia składników,dodać sól, i zagniatać ciasto przez kilka minut, ciasto powinno być średnio ścisłe. Pozostawić w ciepłym miejscu na ok 1 godzinę. Następnie ciasto wyłożyć na blat oprószony mąką, odgazować poprzez dociśnięcie i po troszku dodawać ser i pokrojone pomidory wrabiając w ciasto tak długo aż dodatki przestana uciekać podczas wyrabiania. Znowu dodać jakąś część dodatków i powtórzyć czynność wyrabiania do wykończenia całej ilości dodatków. Gdy ciasto będzie wygadało na naoliwione, ugniatać je poprzez uderzanie go o blat aby uzyskać gładką i równą powierzchnię.Kiedy to wykonamy rozpłaszczamy kulę ciasta lekko uderzając w jego powierzchnię, formujemy prostokąt i następnie z każdej strony zawijamy ciasto do środka napinając dolną część, którą potem będzie tworzyła wierzch bochenka.Czas wyrastania ok. 2 do 2,5 godzin w temperaturze pokojowej. Ja ciasto zostawiłam na całą noc przykryte folią na balkonie.Następnego dnia rano był pięknie wyrośnięty i nadający się do nacięcia. Ja nie nacinałam. Piec w lekko naparowanym piekarniku w temperaturze 240°C ok. 35-45 minut.Po szczegóły zapraszam do
Gospodyni.
Czekam też na czerwcowe gospodynie, którym nie straszne pustki w kuchniach i pieczenie na pół gwizdka, czasem i tak bywa. Koło gospodyń musi się toczyć, choćby ledwie, ledwie. Ot tak.