Bardzo lubię tarty z surowymi owocami ułożonymi na wierzchu, czego dowód dałam w pierwszych postach na blogu,
tu i
tu. I chociaż 30 stopni i burza wisząca w powietrzu, to włączyłam piekarnik, a potem gaz, żeby należycie uczcić przepiękne truskawki, których
szkoda na ciasto.
Nie bawiłam się w wegańskie spody i użyłam prawdziwego masła, ponieważ uważam, że co kruche ciasto to kruche ciasto. Za to mąki użyłam razowej, nadrobiłam też pysznym kremem na bazie kaszy jaglanej, nad którym wisiała katastrofa: najpierw zwarzyło się mleko, a potem, kiedy już się wyprawiłam do sklepu, okazało się, że jest tylko czekoladowe. Jednak wszystko udało się znakomicie, a tartę naprawdę polecam - i nie tylko ja.
na formę do tarty o średnicy 25-28 cm
spód:
150 g mąki pszennej razowej
100 g zimnego, posiekanego masła
1 łyżka cukru pudru (użyłam zmielonego muscovado)
szczypta soli
Wszystkie składniki szybko zagnieść zanim masło się ociepli, zagnieść w kulę i wstawić do lodówki na 20 minut. Następnie ciasto rozwałkować na papierze do pieczenia w okrąg o średnicy formy. Przełożyć do formy posmarowanej masłem i zrobić dziurki widelcem, wyłożyć na wierzch papier do pieczenia i wysypać suchą fasolę/ryż/kulki ceramiczne, bo ciasto lubi się wybrzuszać. Piec w 190 stopniach około 10 minut, zdjąć obciążenie i piec jeszcze 10 minut.
Kiedy ciasto jest w piekarniku, przygotować krem:
1/2 szkl kaszy jaglanej
3 szklanki mleka roślinnego (użyłam czekoladowego, jeśli używacie zwykłego, dodajcie 2 łyżeczki kakao i 2 łyżeczki cukru)
3 łyżki neutralnego oleju
1/4 szkl cukru (użyłam muscovado)
szczypta soli
Wszystko razem zagotować w garnku, mieszając od czasu do czasu, do zupełnego zmiękczenia kaszy (ok. 20 minut). Następnie dokładnie zmiksować blenderem.
Lekko przestudzoną masę wyłożyć na takiż spód, na koniec wtykamy w nią
ok. 400 g truskawek
Ostudzoną tartę wstawiamy na co najmniej godzinę do lodówki. Voila!