Takie coś to ratunek dla osób lubiących
pewne wyroby garmażeryjne, jednak unikają ich z obawy że mogą trafić
na takie niespodzianki jak kawałek z sierścią.
Ja tak mam i moja wyobraźnia bardzo często pokonuje moją chęć sięgnięcia po
salceson lub jemu podobne wyroby.
Ale i na to jest rada. Robiąc samemu mamy jeszcze tą przewagę,
że używamy takich mięs jakie lubimy, lub jakie nam służą.
Oraz doprawiamy w sobie wybrany , lubiany sposób.
5 dużych udek
woda
3 kulki ziela angielskiego
2 liście laurowe
cebula
marchew
pietruszka
seler
3 ząbki czosnku
łyżeczka soli
0,5 łyżeczki czarnego pieprzu
grzybek suszony
szczypta cukru
Oraz:
2 łyżki żelatyny
sól i pieprz do smaku
Czyste udka, warzywa, przyprawy zalewamy zimną wodą ( około 2 cm ponad)
i wolno gotujemypod przykryciem aż mięso będzie miękkie,
ale nie będzie się rozpadać.
Usuwamy skórę i tłuszcz , a czyste mięso obieramy z kości kroimy i wkładamy
do pojemnika w którym będziemy to robić.
Ja użyłam dość szerokiego, ale nie zbyt wysokiego,
nie chciałam aby po ukrojeniu to były wielkie pajdy .
Wywar przecedzamy, doprawiamy do smaku.
Zgodnie z zaleceniami producenta rozprowadzamy żelatynę,
a następnie dodajemy do wywaru.
Zalewamy mięso, dokładnie mieszamy, ma być minimalnie więcej
niż masy mięsnej. I odstawiamy do stężenia, pamiętając aby jeszcze
kilka razy zamieszać. Wówczas wszystko ładnie się rozłoży.
U mnie miał to być produkt czysto mięsny, a więc nie dodawałam
żadnych warzyw lub innych takich.
Po całkowitym zastygnięciu, zbieramy dokładnie tłuszcz
jaki się zebrał na wierzchu i wyjmujemy z pudełka.
I oto mamy domowy, czysty, chudy wyrób dla każdego.
Tych co jedzą bo lubią, tych co liczą kalorie, co rzeźbią sylwetkę,
są chorzy i potrzebują lekkostrawnych posiłków....itd itp.
Smacznego :)