Nie wiem czy wiecie co jest moją zmorą :)
Lubię się spóźniać i nie znoszę gdy ktoś się spóźnia.
Spóźniam się często ale mam oczy kota ze Szreka i kreatywne wymówki, więc nigdy nikt nie robi z tego problemu.
O akcji
Trusted Cosmetics dowiedziałam się wczoraj. Słyszałam już o nej dawno, widziałam posty na Waszych blogach i komentowałam równie zaciekle ale... myślałam, że to jakaś elitarna grupa, do której ja nie należę. Wczoraj jednak koleżanka uświadomiła mnie, że każdy może pokazać co ma w środku :)
Dyskutowałam z siostrą, która stwierdziła, że pokazujecie mnóstwo kosmetyków.
Sprzeciwiłam się definitywnie. A co! Dla mnie kosmetyczka to pakunek, który biorę ze sobą na podróż.
Jak wiecie sporo podróżuję, przemieszczam się z miejsca na miejsce bo 1) lubię podróżować i poznawać nowe miejsca 2) w weekend studiuję 100 km od miejsca zamieszkania i pracy 3) mój narzeczony pracuje "niespodziewanie" i w "niespodziewanych miejscach" więc on ma torbę spakowaną zawsze, a ja z konieczności pakuję się w 3 minuty gdy tylko mogę z nim się w taką podróż udać
Moja kosmetyczka jest zawsze w stanie gotowości.
Uważam, że nie ma sensu, żebym pokazywała Wam moją ogromną komodę wypełnioną po sam czubek kosmetykami.
Dziś przedstawiam Wam moją kosmetyczkę zawierającą absolutnie konieczne kosmetyki "Pan Konieczko" że tak powiem:D
Całość prezentuje się tak:) Według was to dużo czy raczej nie?
Moją docelową kosmetyczną jest złota i pojemna z podwójnym zameczkiem i wygodną rączką u góry. Świetnie się pierze nawet gdy wyleję jakiś olejek :) Nie jest to żadna droga kosmetyczka a dodatek do zestawu GlissKur.
Teraz chciałabym Wam o nich co nieco opowiedzieć. A więc pogrupowałam je w małe zestawy:
Podstawą mojego makijażu jest niemal zawsze baza. Dzieje się to w dni gdy podchodzę do lustra i mówię: nie jest dobrze. Albo gdy mam mieć trwały makijaż przez cały dzień.
Zielona baza Ingrid jest fajnym kosmetykiem dla osób z cerą naczynkową jak u mnie, bądź z przebarwieniami czy nierównym kolorytem.
Kolejnym kosmetykiem, który można użyć jako bazę jest
puder ryżowy Deni Carte. Teraz latem przyznam szczerze, że jako kosmetyk do wykańczania makijażu pojawia się u mnie już sporadycznie, bo mam ładną opaleniznę i kolor jednak odbija się od reszty. Czasem użyję jej do rozświetlania i to wszystko. Ale tak jak pisałam w podlinkowanym poście na jesień, zimę i wiosnę jest to wymarzony kosmetyk
Podkłady w moim życiu co jakiś czas się zmieniają. Teraz gości u mnie
Revlon Colorstay.
Jestem z niego naprawdę zadowolona i kolejny raz także po niego sięgnę. Jest
delikatny, wystarcza niewielka ilość do wykonania pięknego makijażu. Dobrze kryje i na razie jestem zadowolona. Pamiętam jak kilka lat temu się do niego zraziłam i przestałam go używać, ale słyszałam też, że nie warto kupować go w internecie, bo można trafić na podróbkę/rozlewkę. Więc ja teraz kupuję go stacjonarnie w Laboo.
Puder sypki jakiego obecnie używam to
Diamond Skin z Wibo, poprzednik Fixing stał się zbyt jasny więc wróciłam do ciemniejszego brata. Na pewno dłużej zatrzymam się z tymi pudrami, bo wydaje mi się, że po wielu testach te z Wibo naprawdę się sprawdzają.
Bronzer jakiego obecnie używam to
Betty Lou z The Balm. Ten złoty prasowany puder jest moim absolutnym ulubieńcem. Tak pięknego produktu do konturowania dotychczas nie znałam. Idealnie cieniuje i rozświetla w jednym. Gdy mam go na sobie naprawdę obce osoby zatrzymują mnie i pytają co mam na policzkach, bo pięknie się mieni. Jest po prostu celebrycki :)
Natomiast
rozświetlacz to również jeden z lepszych w mojej opinii
Silver z Lovely. Występuje w dwóch wersjach - Silver (chłodnej) i Gold (ciepłej). Naprawdę pięknie i dość mocno uwypukla to co powinno :)
Czas na pędzle: dwa absolutne konieczki w mojej kosmetyczce to
pędzel do podkładu Pixie, idealnie prowadzi podkład po skórze, nie ma mowy o efekcie maski. Nie zjada tak dużo podkładu jak Beauty Blender. Drugi, który jest rewelacyjnym
pedzlem do bronzera i rozświetlacza to pędzel Prestige od Deni Carte. W mojej kosmetyczce znaleźć można pierdołki i przybory higieniczne:)
Chusteczki nawilżające to coś co mam ze sobą niemal zawsze :) Po pierwsze
chusteczki do higieny intymnej Cleanic są dla mnie idealnym rozwiązaniem gdy cały dzień spędzam w pracy, bądź na uczelnie. Posiadają plastikowe zamknięcie a pod spodem jeszcze dodatkowo naklejkę, którza chroni przed wysychaniem i czynnikami zewnętrznymi. Po drugie zwykłe
chusteczki odświeżające, które na wyjazdach prócz swych standardowych właściwości posiadają inne cechy: służą mi jako produkt do demakijażu i naprawdę świetnie się wywiązują z tej roli. Te akurat to takie kieszonkówki, absolutnie praktyczne kupione w
drogerii Wispol. Kupuję się je w dużym opakowaniu (chyba 30 sztuk po 10 każdego z 3 zapachów) a po otwarciu opakowania każda chusteczka jest również opakowana.
Tampony i wkładki to również coś bez czego się nie ruszam. Nie mam tu żadnej ulubionej marki an modelu :) Po prostu kieruję się nowością bądź promocją cenową. Tampony trzymam na wszelki wypadek, natomiast wkładki pojawiają się masowo w mojej kosmetyczce i torebce. To u nas chyba rodzinne bo moja ciocia poszła kiedyś do kościoła z zamiarem ofiarowania "większej sumy" w kopercie. Ksiądz zaczął chodzić za ofiarą, ciotka wyciągnęła kopertę i stoi w najlepsze. Po kilku sekundach zorientowała się dopiero, że zamiast koperty trzyma w ręce wkładkę. Mówi, że to zrządzenie losu, że nie wrzuciła jej księdzu na tacę :D
Pilniczek do paznokci Maybeline, bo warto mieć przy sobie takie akcesoria, zwłaszcza gdy się jest w hotelu i pod ręką nie ma niczego :)
Akcesoria do włosów - absolutne minimum potrzebne do szczęścia:
spinka-żabka, gumka do włosów i dwie wsuwki. Lusterko - typowo kontrolne, sprawdzić czy tusz się nie rozmazał, albo syfex na twarzy nie wyskoczył. Umalować się w nim raczej nie da. Ale na szczęście zawsze w podróży w toalecie, hotelu czy wynajmowanym mieszkaniu jakieś inne lustro jest :)
Odświeżacz do ust - gdy idę na spotkanie, gdzie nie wypada rzuć gumy. Nie jest to najlepszy odświeżacz jaki miałam. Najlepsze ciocia przywoziła z USA, ale już niestety wróciła do Polski, a ja raczę się tym co w aptece dostanę. Pamiętacie te czasy, amerykańskich filmów, gdy chłopak chuchał sobie na rękę a potem psik psik i sprawa załatwiona. Dobrobyt lat 90tych i mi wszedł w nawyk za sprawą cioci (tak, tej samej która dawała księdzu wkładkę, ale to moja ukochana ciocia więc jej wątek pewnie się nie raz przewinie), że używanie odświeżacza do ust uważam za absolutny wymóg higieny na mieście :)Ten akurat to
Anida Flo miętowo-cytrynowy.
Perfumki to akurat rozlewki
z perfumerii internetowej Perfumik.pl i są one tożsamym zapachem do
Mercedes Benz L'eau - dla mnie są one odpowiednie, ze względu na swoją słodycz. Poza tym pojemność jest odpowiednia, a ze względu na kształt buteleczki wszędzie da się wepchnąć
Cienie do powiek - zazwyczaj wybieram do kosmetyczki niewielkie, kompaktowe ale też dające mi wybór kolorów. Najbardziej kocham kolory ziemi i to one wędrują na moje powieki.
Paletka Catrice ma bardzo solidne opakowanie, więc nie muszę się martwić o wykruszenie cieni.Zawiera dwa odcienie złota w bardzo błyszczącej odsłonie. Średnio szklący się brąz i malinowy kolor do wykończenia.
Paletka Kobo ma samodzielnie dobrane cztery odcienie, więc mogłabym tu zachwalać, że mam wszystko czego potrzebuję. I jedynie mogę narzekać na gumowe (choć bardzo solidne opakowanie), ponieważ strasznie się brudzi i ciężko czyści. Znajdują się w niej kolory: beż, średni brąz, przygaszony ciemny róż i ziemisty brąz. Wszystkie one są cieniami matowymi.
Cień w okrągłym pojemniczku to znany chyba wszystkim
pudrowy pyłek MySecret, jest idealny do wykończenia makijażu, nadania mu blasku i sprawdza się na wieczorowe wypady.
Cienie do brwi to także mój niezbędnik. Przeważnie używam brązu. Właśnie skończyła mi się paletka W7 z 4 wariantami odcieni i wygrzebałam z szuflady taką niepozorną firmy
Meis, ale póki co się sprawdza, choć ma bardziej matowy film niż mój poprzednik.
Tusz do rzęs to kolejny kosmetyk, który często zmieniam. Wydawało mi się, że ten który mam
Maybelline Sensational w kolorze czarnym zostanie ze mną, bo początkowo był idealny, ale jednak z czasem stał się grudkowaty i gęsty, że ciężko go nałożyć. Wiec na pewno już się z nim rozstanę.
Pomadki w kremie z apliatorem - sprawdzają się świetnie gdy trzeba usta pomalować na szybko. Wiem, że niektórzy uważają, że taka forma jest trudniejsza do opanowania ale dla mnie po prostu to dwa myk-myki i już usta są pomalowane. Mogę to robić perfekcyjnie nawet w samochodowym lusterku podczas jazdy :) Tu akurat
klasyczna czerwień z Manhattan i słodki róż z NYX.A gdy akurat nie muszę malować ust, lub nie mam na to ochoty to dbam o ich nawilżenie.
Pomadki nawilżające kupuję na potęgę, zawsze mam kilka w kosmetyczce, każdej torebce i w kieszeni kurtki. Tu akurat
truskawkowa Balmi, naprawdę smaczna :)
Kredki do oczu używam niemal za każdym razem i w zależności od tego jaki efekt chcę uzyskać mam dwóch faworytów. Szara Essence - kupuję ją już od liceum czyli już ponad 10 lat, jest odpowiednio miękka, ciężko nią narysować kreskę, ale do przyciemniania wewnętrznej linii powieki jest idealna.
Druga to czarny
eyeliner Mistrzowska Precyzja od Maybelline. Faktycznie z łatwością ryzuję nią kreski i taka forma pisaka odpowiada mi najbardziej.