Bardzo lubię czytać. Od kilkunastu lat czytam zawsze wydanie świąteczne Gazety Wyborczej. Przez wiele lat czytałam też magazyny takie jak Twój Styl, Zwierciadło, nie unikałam gazet "sportowych" będąc w podróży. A nawet w moje nastoletnie ręce wpadło kilka numerów Cosmopolitan czy Glamour. W ostatnich dwóch pozycjach jednak o czym czytać w sumie nie ma. Czytywałam Sens, Charaktery i inne psychologizujące czy rozwojowe gazety. Przestałam jakieś dwa lata temu. Zostałam już tylko przy WO (ale im poświęcę osobny, czołobitny tekst).
Dlaczego przestałam czytać magazyny?Po wielu latach, poczułam, że mnie ogłupiają. Uważam wymienione tytuły za najciekawsze na naszym rynku jeśli chodzi o prasę dla kobiet. Uwielbiałam teksty w Zwierciadle (i zawsze omijałam tam kuchnię i źle robioną modę) a w Twoim Stylu felietony kulinarne pani Teresy przenosiły mnie w realia słonecznej Italii. W dodatku moda tam była robiona nieźle. Były fajne artykuły - dowiedziałam się tam między innymi o tym, czym jest couchsurfing (i poznałam w ten sposób pewnego przefajnego Holendra, który surfował chwilę na mojej kanapie). A jednak po kilku latach czytania tych magazynów, wymiotowałam regularnością i cyklicznością w skali roku. Zawsze materiał świąteczny. Wielkanocny. O seksie. O zdradach. O wypaleniu zawodowym. Trochę psychologii w sosie pop. Trochę o kuchni ale w sumie niezbyt inspirująco dla aspirującej weganki. Nawet tematy zawsze były podobne. Widać było co jest na fali, bo równolegle można było czytać o chomikach, które uciekły z korporacji a teraz pasą kozy i robią własną ręką sery i kiedy ten temat był na topie - wszyscy go zajeżdżali. Potem było np życie w duchu slow. Potem o minimalizmie. O polskim minimalizmie. O blogerkach. O tym jak myśleć pozytywnie. O chorobach.
To wszystko było ciekawe. Ale kosztowało ponad dychę miesięcznie za poszczególny magazyn. Z czego w jednym interesowały mnie tylko trzy działy, w drugim inne trzy, a resztę musiałam omijać. Magazyny po kilku latach prenumeraty stały się nudne, przewidywalne, mieszające w głowie. Miałam wrażenie, że wtłaczają mnie w główny nurt. A ja nie chcę być w głównym nurcie. I wcale nie dlatego, że chcę być oryginalna, po prostu mam taki charakter, że mam wielką ciekawość świata, lubię eksplorować i mniej uczęszczane w danej chwili szlaki, wydają mi się bardziej ekscytujące.
Oto moja subiektywna lista powodów, dla których z magazynów, przerzuciłam się na blogi:
1 CZYTAM TYLKO TO CO MNIE INTERESUJEJeśli ktoś (tak jak ja) pisze o różnych rzeczach, wybieram tylko to, co mnie w jego blogu interesuje najbardziej. U jednej osoby wolę przepisy, u innej jestem tylko z powodu jej osobistych wpisów, do innych miejsc zaglądam tylko by zobaczyć lajfstajlowe zdjęcia. Gdzie indziej szukam motywacji, gdzie indziej idę się relaksować. I nie marnuję przy tym papieru. Mam nieograniczony dostęp do całej sieci 24h. Nie muszę czekać na następny numer. Jestem aktywnym konsumentem treści.
2 JEŚLI COŚ MNIE SZCZEGÓLNIE ZAINTERESUJE - MOGĘ ZADAĆ PYTANIE.W komentarzu lub mailowo. Nie muszę się domyślać. Mogę nie zrozumieć przepisu - "to... yyy... w ilu stopniach piec ten chleb? Bo zrobiłam wszystko jak piszesz ale nie wyszedł". Albo "ojej, świetna koszulka, gdzie kupiłaś?".
3 BO DOBRY BLOGER JEST AUTENTYCZNYDobre blogi powstają z pasji. Dobry bloger jest autentyczny. Mało kto jest w stanie zmusić się do pisania o czymś regularnie, jeśli to coś, w ogóle go nie interesuje. Jeśli piszę Ci o jakiś moich sposobach, wiesz, że je przetestowałam. Polecam, odradzam, w każdym razie jestem żywą osobą, którą możesz dopytać. Wiem, że blogi o finansach piszą ludzie tacy jak ja. Może nie do końca, może są to ojcowie dzieci, są pomiędzy 30 a 40 rokiem życia ale wiem, że nie zarabiają kokosów i polecają mi sposoby na oszczędzanie, lokaty itp dostępne dla przeciętnego zjadacza chleba. Z których oni sami korzystają. Nie powiedzą mi "inwestuj w giełdę, nieważne, że się nie znasz". Nie są doradcami w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Blogerzy nawet jeśli reklamują coś, zazwyczaj ogranicza się to do jednego szczerego posta. Jak
Wolskatrenuje pisze o tym co robić, żeby być w formie, wiem, że jak zapytam o radę, nie będzie próbowała mi opchnąć magicznych proszków na spalanie tłuszczu tylko z lewej łydki.
4 BO BLOGERZY SĄ SPECJALISTAMINaprawdę są dni, że ufam
Pepsi Eliot bardziej niż swojemu lekarzowi rodzinnemu. Czemu? Bo on studiował i odwala codziennie tę samą harówę w przychodni. A Pepsi pogłębia swoją wiedzę, testuje na sobie, zagłębia się w wyniki badań i ciągle szpera. Nie wiem czy mój lekarz jest takim samym pasjonatą. Nie traktuję Pepsi zamiennie ale biorę jej wpisy pod uwagę w odniesieniu do własnych przekonań i doświadczeń. Ja nie biegam bo i nie muszę ;) i nawet nie jem surowo, ale ogromnie lubię tam zaglądać.
5 BO ZA TO NIE PŁACĘHola, hola - powiesz mi. Ale przecież wiele osób zarabia na blogach. Ba! Część się z nich, właśnie z tego się utrzymuje. Zgoda - powiem. Ale komu ufasz bardziej - osobie która pisze od serca, każdą współpracę reklamową rozważa pod kątem utraty wypracowanej wiarygodności i zaufania swoich czytelników czy gazecie, która bierze reklamy jak leci? Tekst o cholesterolu, obok masz zaraz ramkę z sugerowanymi lekami. W gazecie też istnieje jak domyślam się cenzura. Wiem jak to wygląda w mojej pracy jeśli chodzi o projektowanie. Nie zawsze projektuję coś co mi się podoba, co uważam za dobre. Są inne składowe, jest ktoś, kto dysponuje budżetem, jest jakiś termin, jest ileś osób, które muszą zatwierdzić mój projekt, są wyniki sprzedażowe, trendy... sama widzisz jaka to maszynka. W czasopismach jest to samo. Nie ma miejsca na soczysty język, niewygodne opinie, na niesprzedażowe tematy. Ci ludzie, choćby chcieli napisać coś mocnego i od serca, nie mogą. Bo to biznes. A to, że bloger sobie zarobi na adsensie lub reklamie? Póki mu ufam, nie dbam o to. Ja nie płacę za czytanie materiałów na blogach. Dostaję wysokiej jakości materiały do poczytania, obejrzenia, posłuchania za darmo. Czemu do diabła miałoby mi przeszkadzać, że gdzieś obok wisi reklama? Ja mam swoje 20-30zł miesięcznie w portfelu. Bo nie wydaję ich na gazety.
6 BO BLOGI TO IDEA WSPÓŁDZIELENIAWiedzy, doświadczeń, opinii. To takie internetowe społeczeństwo obywatelskie, gdzie inni za darmo poinformują Cię, nauczą, podzielą się z Tobą. Oczywiście, że są też puściutkie blogi, na których nie znajdziesz nic ciekawego, a szanowny blogerautor jest antypatycznym zarozumialcem. Kto Cię zmusza? Kliknij krzyżyk lewym i fruuu. Ja prywatnie nie lubię blogów szafiarskich. Mam wrażenie, że są skomercjalizowane w złym sensie. Zbyt przeładowane gratisami, ubrankami, trendami. Są bardzo rozbieżne od mojej filozofii. Ale i tu da się znaleźć perełki! Nie wierzysz? Ostatnio odkryłam bloga
StyleDigger, która dużo pisze o jakości i slow fashion. A jej porównanie t-shirtów różnych marek było dla mnie cenne bo szukam teraz basicków, które wytrzymają dłużej niż sezon!
7 BO BLOGERZY SĄ LOKALNII dzięki temu wiem co zjeść i odwiedzić w jakim mieście. Jaki kurs językowy w danym mieście wybrać, która kawiarnia czy festiwal jest fajny. Dla mnie to lepsza rekomendacja niż przewodniki - powiedzmy sobie szczerze zabytki lubię głównie mijać spacerując, nie muszę wleźć do każdego zamku czy kościoła. Za to chętnie dowiem się jaka teraz jest fajna wystawa (jak wystawa dzieł japońskich projektantów w Monachium) i gdzie zjem najpyszniejsze vegan babeczki w okolicy.
8 BO BLOGERZY SĄ JAK ZNAJOMISzkoda czasu na seriale typu M jak miłość. Ale lubię fajnych blogowych ludzi. Notorycznie czuję się jakbym wpadała na herbatę do
TYCH PAŃSTWA. Dzięki temu nie muszę plotkować o sąsiadach ani podglądać nikogo przez dziurkę od klucza. Po prostu zaglądam do inspirujących mnie ludzi. W moim internetowym świecie, Gosia i Lee mieszkają w tej samej klatce co ja. A obok nas mieszka ta
FRANCUSKA PARA. Dzięki internetowi świat się kurczy. I nie zapominając o świecie realnym, mamy więcej możliwości niż kiedykolwiek wcześniej, by otaczać się dokładnie tym co sami sobie wybierzemy a nie tym, co inni zdecydują się nam podać.
A Ty? Czytasz jeszcze gazety? Jakie są Twoje powody dla których odwiedzasz blogi?
P.S Radia nie słucham, bo korzystam z internetowego
RADIOTUNA, z którym zaprzyjaźnił mnie kiedyś Marcin Surowiec. TV nie mam.
Jeśli naprawdę najdzie mnie na gazetę, kupuję je w Krakowie na Hali Targowej - są wtedy po kilka złotych a ich treści, no cóż... nie dezaktualizują się zbytnio.