Dziś obchodzi swoje 59 urodziny. Z samego rana, kiedy tylko wstałam, zadzwoniłam do niej z życzeniami. Wiem, że to dla niej ważne, że sama zawsze dzwoni skoro świt. Tak już ma. Wychodzi z założenia, że życzenia złożone wcześniej liczą się bardziej. Janek na początku się temu dziwił, a później uznał za urocze i dziś sam doskonale wie, że z życzeniami do teściowej albo wcześnie, albo wcale.
Z okazji jej święta chciałabym wam wyznać coś bardzo osobistego. Coś, o czym chyba nigdy nikomu nie opowiadałam, a już na pewno nie pisałam. Oto prawdziwe oblicze mojej mamy.
Każdy z nas wyzna, że jego mama jest najwspanialsza i najcudowniejsza. Za tymi słowami kryje się masa wspomnień, bagaż uczuć i cała lista wzruszeń. U mnie dochodzą jeszcze niezwykłe historie, wspomnienia z dzieciństwa, w których moja mama wykazała się kreatywnością, miłością i niezwykłym zaangażowaniem.
Na przykład wtedy, kiedy do albumu z Barbie zbierałam naklejki. Takie dołączone do gumy do żucia. Coś w stylu gum Turbo, tylko, że te były z Barbie. Album można było dostać w każdym spożywczaku, w środku były puste okienka z numerkami, a w gumach były naklejki, które pasowały do okienek. Każdego dnia po pracy mama kupowała mi po dwie gumy. Dość szybko zebrałam prawie całą kolekcję. Spośród 100 naklejek brakowało mi 5. I wiecie co wtedy zrobiła moja mama? Dogadała się ze sklepową, Panią Krysią, że po zamknięciu sklepu wypożyczy do rana całe pudełko tych gum. Po przyniesieniu do domu, bardzo delikatnie pęsetą zaglądała pod papierek każdej gumy nie otwierając jej, by podejrzeć jaka naklejka jest w środku. Robiła tak po każdej dostawie nowego pudełka gum w naszym sklepie. Po kilku tygodniach brakowało mi już tylko dwóch naklejek. Dziś mam podejrzenie, że nie było ich w całej Polsce. 