Do miski wrzucam truskawki. Ja skorzystałem z tych, które Martyna zamroziła pod koniec sezonu. Jeżeli jednak nie robicie zapasów, śmiało możecie użyć tych dostępnych w sklepach. Pojawiły się już pierwsze opakowania importowanych lub sięgnijcie po to co znajduje się w sklepowych chłodniach. Do czerwonych śliczności lecą banany pokrojone w plasterki - dodadzą naturalnej słodkości koktajlowi oraz sprawią, że będzie gęstszy. Następnie korzystając z blendera robię mus z wrzuconych do miski owoców.
Pora na trochę egzotyki. Do musu dodaję pół puszki (tak plus - minus) mleka kokosowego. Miksuję jeszcze chwilę, żeby składniki się dobrze połączyły. Koktajl jest w tej chwili naprawdę gesty. Przypomina bardziej krem niż napój. Pora go rozrzedzić. Do miski wlewam mleko. Ile go dodacie pozostawiam waszej decyzji. Jeżeli wolicie gęstszy koktajl to dodajcie, tak jak ja, 2 szklanki. Jeżeli ma być rzadszy - 3 (lub więcej).
Najwyższy czas przelać napój do kieliszków. Z podanych proporcji wyszły cztery porcje. Jeszcze tylko szczypta kokosowych wiórków do dekoracji...i można się delektować. Smak? Błękitne niebo, promienie słoneczne muskają naszą skórę, ptaków śpiew...jakaś palma...jest cudownie - pa pa zimo!
Smacznego!