Truskawki. Chyba ostatnie. Mój ulubiony dostawca niestety więcej mieć nie będzie. Smutno mi. Mam wrażenie, że ten truskawkowy sezon jest coraz krótszy. Albo ja mam za duże truskawkowe potrzeby? W każdym razie na sam koniec truskawkowego szaleństwa, przygotowałam muffinki. Czemu muffinki? Bo są idealne na podróż. A mnie czekała 3,5 godzinna podróż pociągiem. Czyli wakacje czas zacząć. Cały tydzień lenistwa. Słodkiego lenistwa. A to słodkie lenistwo zaczęło się od muffinek. No i teraz dobrze myślicie, hibiskusowe muffinki? Przecież ona nie znosi hibiskusa, a hibiskusową herbatką pluje na kilometr. Ale cóż, gusta się zmieniają. Nie, nieprawda. Po prostu zapomniałam, że nie znoszę hibiskusu, i przygotowałam te muffinki. I wiecie co? Zjadłam je z ogromną przyjemnością. Hibiskus nadał ciastu przyjemny, słodki aromat, przywodzący na myśl owoce leśne. Dzięki temu można oszczędzić parę łyżek cukru. To są naprawdę pyszne i niezwykle wręcz aromatyczne muffinki. Z masą kruszonki i kawałkami truskawek. Wspaniałe. Dla mnie idealne.

Składniki:
250 ml mleka
3 torebki herbatki z suszonego hibiskusu
2 jajka
1/3 szklanki oleju
300 gramów mąki
1 łyżka proszku do pieczenia
6 łyżek cukru trzcinowego
20 truskawek
Kruszonka:
50 gramów masła
80 gramów mąki
4 łyżki cukru trzcinowego
1 łyżka cynamonu
Pół łyżeczki gałki muszkatołowej
W garnuszku z grubym dnem podgrzewam mleko razem z saszetkami herbaty. Mleko powinno zabarwić się na różowo i przejść owocowym aromatem. Odstawiam do przestudzenia.
Ubijam lekko jajka, dodaję olej i cukier. Do masy jajecznej wlewam zimne mleko, dodaję mąkę i proszek do pieczenia. Mieszam składniki ciasta.
Truskawki myję, kroję w plastry, dodaję do ciasta.
Z podanych składników zagniata, kruszonkę.
Foremki do muffinek wypełniam w 3/4 ciastem. Posypuję wierzchy obficie krusoznką. Muffinki piekę przez 25-30 minut w 190 stopniach.