Nie jestem fanką poradników. Naprawdę. Gdy czytam pseudopsychologiczne porady odpowiadające na pytanie jak żyć, na mojej twarzy powstaje grymas na miarę miny pt. „nie podchodź, bo gryzę”. Wszelkie hasełka, którą mówią: „Aby być szczęśliwym, MUSISZ to, to i to”, mam ochotę zakopać głęboko i użyźnić nimi ziemię (choć nie wiem, co mogłoby na niej wyrosnąć). Jeśli jakiś „specjalista” coś Wam nakazuje, uciekajcie gdzie pieprz rośnie.
CAŁY ARTYKUŁ ----------------->