Leniwe z ricotty podane z truskawkami, agrestem i syropem klonowym
Od dawna miałam ochotę na kluski. Rzadko u mnie goszczą, bo mam nieciekawe z nimi wspomnienia. Wiele razy się sparzyłam, robiąc je. A to za twarde, a to się rozpadają, a to się kleją niesamowicie do wszystkiego. Dzisiejsze były... idealne. W końcu chyba mi się udało znaleźć ten złoty środek.
Nie tak wspominam też agrest. Ucieszyłam się jak mała dziewczynka, kiedy zobaczyłam go w pobliskim warzywniaku. Kiedyś ten owoc zjadałam prosto z krzaczka na wakacjach u babci. Niestety krzaczków owocowych już nie ma i nie będę mogła tego powtórzyć. Dlatego bez wahania kupiłam woreczek tych cudeniek. No i zawiodłam się... Kwaśne, twarde i niesoczyste. Gdzie u babci zawsze zajadałam słodkie owoce z pryskającym sokiem, kiedy się ugryzło. Albo trafiłam na felerne sztuki albo coś tu jest nie tak...