Słowo na dziś dotyczyć będzie, stale powtarzających się w tym wpisie, pomarańczy odmiany Moro. Otóż przez Lubego dzielącej ze mną dolę i niedolę w pracy Gosi zostały, przez niedoczytanie etykiety, uznane za zepsute z powodu swojego koloru, skutkiem czego dopiero po trzeciej rozkrojonej i umieszczonej w śmietniku sztuce i siarczystym przekleństwie, na które Gosia pospieszyła z niepokojem i ratunkiem, zagadka dziwnie czerwonawych cytrusów została szczęśliwie rozwiązana. Tym niemniej - polecam, nie różnią się dużo w smaku od zwykłych pomarańczy, choć podobno są bogatsze w witaminę C.
Czytaj więcej »