Marzec był dla mnie dość ciężkim miesiącem, więc cieszę się, że minął, choć kilka miłych rzeczy mnie spotkało i nie mogę narzekać. Nic specjalnie odkrywczego nie jadłam, ale przez Święta objadłam się ciastami, które z całą pewnością mogę zaliczyć do ulubieńców miesiąca. Jakoś dziwnie od jakiegoś czasu ciągnie mnie do słodkich rzeczy, na szczęście nie przestałam lubić tych zdrowych i póki co, jakoś mi się udaje zachować równowagę :) A przechodząc już do ulubieńców marca, to mogę do nich zaliczyć kilka poniżej widocznych produktów...
1. Gruszkowy serek sojowy VALSOIASpodobał mi się zarówno jego smak, w którym wyraźnie wyczułam gruszki, jak i konsystencja - kremowa, z elementami piankowości. Jadłam go na chlebie, waflach ryżowych, a także jako dodatek do placków i wszędzie się należycie sprawdził. Kupiłam go w Tesco, w którym asortyment różnych serków wegańskich jest w ostatnim czasie dość bogaty.
W składzie zawiera: ekstrakt z fermentowanej soi 64% (woda ziarno soi 8,4%, żywe kultury bakterii), olej kokosowy, cukier, przecier z gruszek 5,3%, błonnik spożywczy, substancje zagęszczające: karagen i alginian sodu, pektyna, fosforan wapnia, skrobia modyfikowana, kwas naturalny, aromat, witamina D2. Skład może nie jest super prozdrowotny, ale nie jest też szczególnie zły - zawsze choć trochę można uzupełnić wapń i witaminę D.
2. Pozostając w tematyce wegańskich zamienników produktów mlecznych, w marcu pierwszy raz piłam
sojowe mleko Alpro w wersji dla dzieci, które zabrałam ze sobą w góry.
Stanowiło ono świetny dodatek do kakao, nadając mu pełniejszy, mleczny smak. Mleko to jest bardziej tłuste w porównaniu do klasycznego napoju tej firmy, ma także więcej węglowodanów (choć cukrów tyle samo), co wpływa na wyższą kaloryczność napoju (64kcal na 100ml, podczas gdy napój sojowy lekko słodki ma ich 39). Jest wzbogacone w wapń, żelazo, potas, witaminę C, B2, B12 i D, przez co ma zapewnić prawidłowy wzrost i rozwój dzieci powyżej 1 roku życia. Z całą pewnością jestem na niego za stara, ale kupiłam jakiś czas temu w promocji, na spróbowanie i się nie zawiodłam, choć wolę napój lekko słodki tej firmy (na który obecnie trwa promocja w carrefurze :D), ciągle pozostający jednym z moich ulubionych.
Skład przedstawia się następująco: woda, obłuszczone ziarno soi (4,9%), nierafinowany cukier z trzciny cukrowej, fruktoza, olej słonecznikowy, węglan wapnia, regulator kwasowości (fosforany potasu), aromaty, witaminy (C, B2, B12, D2), emulgator (lecytyna ze słonecznika), stabilizator (guma gellan), pirofosforan żelazowy, jodek potasu.
3. Herbata Pukka WomankindŚwiat popularnych za granicą herbat pukka odkrywam od chwili, gdy spotkałam je w jednej z aptek i mogę kupować stacjonarnie, bo herbata to nie jest coś, co chciałoby mi się zamawiać przez internet. W tej spodobał mi się skład -
kwiat rumianku, korzeń shatavari, korzeń lukrecji, kwiat hibiskusa, kwiat nagietka, burak, skórka pomarańczy, aromat olejku pomarańczy, laska wanilii 4%, kwiat róży 4%, żurawina 4%, a wszystko to organiczne. I faktycznie, w herbacie da się wyczuć wiele smaków, przyjemnie ze sobą współgrających, a najlepiej smakuje z miodem. Niestety jest ona dość droga - opakowanie zawierające 20 saszetek kosztuje ok. 20zł.
4. Budyń waniliowy AmylonCudownie wzbogaca smak budyniowych owsianek, a także pozwala uzyskać pyszny budyń przygotowywany na mleku roślinnym. Wanilia obecna w składzie daje prawdziwie waniliowy aromat, a i wizualnie da się odczuć jej obecność.
Cały skład wygląda następująco: skrobia kukurydziana BIO, mielona wanilia BIO (min 1,5%), naturalny aromat waniliowy, czyli prosto i smacznie :) Kupuję go w Tesco, za ok. 3zł i póki co, to najlepszy proszek budyniowy jaki miałam okazję posiadać, więc zrobiłam mały zapas.
5. Płatki kukurydziane Bio LifePłatki te są całkowicie naturalne (w składzie widnieje tylko ekologiczna kukurydza) -
nie zawierają żadnych dodatków, jak sól czy cukier, dlatego tak bardzo mi smakują. Są przy tym chrupiące i najlepiej smakują jedzone na sucho.
6. Olej z orzechów laskowychKupiłam go jakiś czas temu w Lidlu i przez część marca stanowił dodatek do moich lunchy, a także polewę do odgrzanych w mikrofalówce ziemniaków. Ma charakterystyczny dla podprażonych orzechów, lekko słodki smak, świetnie pasujący także do ugotowanych na parze warzyw. Zważywszy na otrzymywanie go z orzechów wcześniej uprażonych, pewnie większość zawartych w nich cennych kwasów tłuszczowych przepadła, ale używam go bardziej dla smaku i kalorii, a dla zdrowia wolę zwykłe, namoczone orzechy ;)
7. Kiełki rzodkiewki
Kiełki rzodkiewki wspaniale imitują rzodkiewkę na kanapkach, dając więcej rzodkiewkowego smaku niż importowane warzywa. Ponadto pysznie wykańczają moje lunche do pracy, nadając im lekkiej pikantności i bardziej wyrazistego smaku. Są
bogate w składniki mineralne i witaminy - zawierają m.in wapń, potas, cynk, magnez, siarka, żelazo, selen, miedź, jod, witaminę C i z grupy B.
8. Jeśli chodzi o jedzenie nieopakowane, to na początku marca miałam fazę na
biały chleb z masłem i dżemem truskawkowym, która już minęła i obecnie wolę bardziej warzywne kanapki :)
9. Jadłam też sporo
zup, zarówno kremów, jak i z elementami stałymi, a poniżej na zdjęciu widoczne są dwie, chyba najlepsze w minionym miesiącu - po lewej stronie zupa pieczarkowa z ziemniakami, soczewicą i makaronem kukurydzianym, a po prawej krem z warzyw.
10. Nie brakowało też w moim menu
miksów warzywnych, w marcu wyjątkowo często wzbogacanych w podsmażone tofu. Odkryłam tym samym, że tofu jest pyszne nie tylko w wersji słodkiej, po zmiksowaniu z bananem czy syropem klonowym :D
11. Do ulubieńców miesiąca mogę także zaliczyć 2 recenzowane na blogu produkty:
wegańską białą czekoladę nugatową i
suszone banany ;)
Jedną z niespodzianek marca była kartka od
Pandek z życzeniami świątecznymi, zawierająca dodatkowo pyszny załącznik. Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję ;)
I to wszystko w związku z ulubieńcami marca, a teraz nadszedł już kwiecień - mam nadzieję, że cały będzie chociaż tak wiosenny, jak dzisiejsza niedziela :)