Wczoraj zakończył się grudzień (dla niektórych pewnie bardzo hucznie :D), więc dziś przedstawiam ulubieńców minionego miesiąca. Nie jest ich dużo, a wręcz bardzo mało, bo grudzień to dla mnie miesiąc świątecznych ciast, a nie odkrywania nowych produktów, ale są takie, które zasługują na wyróżnienie. I pewnie o części z nich, zwłaszcza tych jedzonych na początku miesiąca, zwyczajnie zapomniałam - muszę zacząć zapisywać wszystko w kalendarzu :)
1. ŚLIWKI SUSZONE ENER BIO
Tak naprawdę to nie wiem dlaczego znalazły się one w ulubieńcach dopiero teraz, bo jem je cały rok, a dziś, przeglądając ulubione produkty minionych miesięcy zdałam sobie sprawę, że dotąd nie pojawiły się one w tym gronie. A są naprawdę pyszne - nie lepią się jak co poniektóre śliwki innych firm, smakują naturalnie i idealnie wkomponowały się w mój wegetariański bigos :) Ponadto nie zawierają dwutlenku siarki, co także przyczynia się do ich pysznego, naturalnie śliwkowego smaku. Kupuję je w Rossmannie, często w promocji (nie pamiętam ile wtedy kosztują, ale bez promocji wg. strony Rossmanna 10.99) i chyba zawsze są obecne w moich zapasach.
2. MASŁO Z NERKOWCÓW (TERRASANA)
To chyba najlepsze masło z nerkowców, jakie do tej pory jadłam. Ma naturalny, lekko słodki smak, charakterystyczny dla orzechów nerkowca i nie ma się czemu dziwić, bo w składzie zawiera jedynie te orzechy, na dodatek ekologiczne. Żadna sól czy inne dodatki nie zakłócają jego pysznego smaku :) Po odstaniu sporego czasu w szafce z zapasami, frakcja olejowa wydzieliła się na wierzch, więc przed jedzeniem wszystko wymieszałam, lecz masło i tak nie jest całkiem jednorodne i żyje swoim życiem, co w żaden sposób nie wpływa na smak. Takie masło idealnie wzbogaca smak wafli ryżowych, owsianek czy jaglanek, jednak najlepiej smakuje wyjadane wprost ze słoiczka ;)
3. KINDERKI, MAGIC STARS, CZEKOLADY
Pod koniec grudnia dopadł mnie częściowy wstręt do zdrowych produktów - czułam niechęć m.in do jaglanki, marchewek i niektórych odmian jabłek. Zniechęcenie do marchewek tłumaczę sobie "zatruciem "beta karotenem, jabłek też jadłam za dużo, ale jaglanką na pewno się nie przejadłam, a wręcz jadłam jej bardzo mało, bo ciężko mi ją było wkomponować w rozkład dnia :D Ostatnio czułam też zwiększone zapotrzebowanie na cukier, więc akurat przydały się moje mikołajkowe zdobycze :) Zjadłam sporo kinderków, magicznych gwiazdek i innych czekolad, m.in Lindt strawberry intense, którą opisywałam już kiedyś w
ulubieńcach. Kinderki i Milky way magic star's to smaki mojego dzieciństwa i choć teraz odbieram je zupełnie inaczej (i nie wiem, czy to one się zmieniły, czy mój smak uległ metamorfozie), to czasem mnie na nie nachodzi. No i przez czas świąteczny jadłam mnóstwo ciast - to zdecydowanie moje ulubione świąteczne "potrawy" :)
4. POMARAŃCZE
I na koniec coś zdrowego - pomarańcze. Niestety dawno nie jadłam tych owoców o smaku i soczystości jakie pamiętam z dzieciństwa, nie wiem czy takie jeszcze istnieją... Pomarańcze i mandarynki kojarzą mi się z grudniem, ze świętami i bardzo lubię, gdy ich zapach wypełnia dom. Ale smakują mi one jedynie w postaci naturalnej, bo dania z ich dodatkiem lub zawierające skórkę pomarańczową raczej omijam i nie do końca rozumiem dlaczego, ale trudno mi sobie wyobrazić dodanie np. soku z pomarańczy do owsianki czy ciasta...
I na tym kończę ten niedługi wpis, a w niedzielę postaram się dodać ulubieńców minionego roku, jeśli tylko wymyślę jakichś konstruktywnych ;)
A w Nowym Roku życzę Wam wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia i radości na co dzień, spełnienia marzeń, odkrywania nowych smaków, a blogerom dodatkowo dużo zapału i motywacji do prowadzenia bloga :)