W sobotę był mój debiut w bezpośredniej prezentacji moich prac. Byłam tym tak podekscytowana, że przez 2 noce nie mogłam spać :) Właściwie, nie tylko z powodu radości, ale także z natłoku pomysłów i przygotowywania stoiska na ostatnią chwilę. Samo stworzenie produktów to nie wszystko. Chciałam je tak wyeksponować, aby stoisko było spójne kolorystycznie i stylistycznie. Oprawiłam całość w moją ulubioną, chłodną, biało-niebiesko-beżową kolorystykę. Lubię to zestawienie, gdyż prezentuje się czysto i świeżo. Zakupiłam zatem w IKEA regał, który malowałam z P na biało i który w ostatniej chwili (na godzinę przed kiermaszem) skręcała moja druga połówka. Na regale ułożyłam większość poduch, a te które się nie zmieściły ułożyłam w skrzynkach na podłodze.
Biżuterię wyeksponowałam na blacie przykrytym tłem fotograficznym o fakturze białych desek. Aby bransoletki nie były rozrzucone po stole, nasunęłam je na papierowe stożki. Oczywiście pomysł na taką ekspozycję przyszedł w ostatniej chwili, więc kręciłam te stożki do późnych nocnych godzin (a właściwie do wczesnych porannych ;) ). Próbowałam kilku rodzajów papieru. Na papierach z grubszą gramaturą, przy czubku powstawały nieestetyczne zagięcia, a zwykła biała kartka nie utrzymywała ciężaru kamieni. Najlepszym rozwiązaniem okazał się średnio gruby papier o gramaturze 120g. Ładnie się zwijał, a jego grubość wystarczała aby utrzymać nawet 4-5 bransoletek. Aby urozmaicić troszkę stoisko postanowiłam bransoletki wyeksponować na różnych wysokościach. W tym celu owinęłam srebrnym papierem puste pudełka, z których powstały pojedyncze podesty różnych wysokości.
Zwykle do swojej pracy podchodzę ze sporym dystansem i dostrzegam szczegóły, na które nikt nie zwraca uwagi, a mi psują obraz całości. Tym razem było inaczej. Efekt, który uzyskałam podobał mi się w 100%. Jeżeli będę jeszcze kiedyś wystawiać się na kiermaszu, jarmarku, targach... to z pewnością powielę tę koncepcję.
Poznałam wiele miłych i sympatycznych osób. Każdy tworzył coś innego. Były ręcznie malowane bombki, ręcznie dziergane na drutach czapki, które były tak równe, jakby robione maszynowo, autorska biżuteria, dziecięce uszytki, ceramiczne naczynia i ozdoby...
Na koniec przyjechali moi chłopacy. P z początku był bardzo nieśmiały i speszony. Ale gdy przeszliśmy się po wszystkich stoiskach, zupełnie się otworzył. Kupiliśmy kilka pięknych rękodzieł, a po powrocie do domu P rozstawił na swoim stoliku kartki i rozpoczęła się zabawa w sklep :) Następnym razem biorę go ze sobą i rozstawi swoje własne stoisko tuz obok mnie - ależ będzie miał radość ! :)
Poniżej trochę komórkowych zdjęć.