Miałam 15 lat kiedy pojawiła się w moim życiu.
Była najmniejsza i niezbyt urodziwa w porównaniu do pozostałych świnek w sklepie.
3 marca 2011
To był czas kiedy żyłam ze świadomością że jutro mogę się już nie obudzić, a kto by wtedy się nią zajął?
Miałam pełno obaw ale jednak wróciła ze mną do domu.
Kiedy mi udało się pokonać chorobę, ona zaczęła chorować.
Tak jak ja miała talent do robienia sobie krzywdy.
Tym razem jednak to nie była jej wina.
Miała niecałe 4 lata kiedy to się stało.
"Ma torbiel na jajniku, mogę dać pani numer do kliniki jednak jest mała szansa że przeżyje zabieg"
Obwiniałam się za to, przecież gdybym ją wysterylizowała to na pewno nie miałoby miejsca!
Załamałam się ale nie chciałam jej stracić więc karmiłam ją lekami które i tak wolała wypluć na mnie niż przełknąć.
Wiedziałam że cierpi ale cały czas zachowywała się jakby nic się nie działo.
Była silniejsza niż ja.
I tak sobie żyłyśmy kolejny rok mimo wzlotów i upadków.
Miesiąc temu znowu coś zaczęło się dziać.
Jej oko stało się całkiem białe.
Jego większość była poza oczodołem.
To był koszmarny widok.
Nie wnikajmy jednak w szczegóły.
"O mój Boże... bardzo mi przykro ale proszę zacząć myśleć o eutanazji"
Jestem straszną egoistką.
Nie potrafiłam pogodzić się z tym że już nigdy mogę nie usłyszeć jej pisku oznaczającego wołanie o jedzenie jak zwykle punktualnie o 6 rano.
Znowu zaczęłam o nią walczyć.
Po tygodniu ten mały terminator wrócił do pełni sił.
Dzisiaj, godzina 5:30
Obudziło mnie ostre światło.
Mama biega po domu jakby się paliło.
Dostała w nocy telefon że córka koleżanki rodzi więc musi za nią wziąć zmianę w pracy.
Widzę że się spieszy więc pytam tylko o której wróci i układam się z powrotem do snu.
Po chwili jednak staje w drzwiach mojego pokoju i rzuca krótko "Ola, Nemi chyba nie..."
Nie dokańcza zdania.
Nie musi.
Zrywam się z łóżka chociaż nie do końca jeszcze kontaktuję.
Zaczynam krzyczeć.
"Ale jak to? Jesteś pewna?!"
Wybiega z domu mówiąc tylko "Tak, pogadamy jak wrócę"
Nie wychodzę z pokoju.
Siedzę i gapię się w ścianę.
Właściwie to nie do końca, bo zalewam się łzami.
Mam 20 lat, twarz podziurawioną jak szwajcarski ser a płaczę z powodu kilogramowej kuli futra.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić.
Zawsze próbuję zgrywać twardą i nigdy się nie rozklejam, nawet gdy kolejny facet próbuje złamać mi serce.
A teraz siedzę i wyję jak małe dziecko.
Nie zdążyłam się pożegnać.
Jeśli dotarłeś aż tutaj i dalej to czytasz a gdzieś niedaleko ciebie siedzi twój ukochany pupil to mam do ciebie prośbę.
Spędzaj z nim jak najwięcej czasu i dbaj o to by był szczęśliwy.
Dla mnie jest już za późno i mam ogromne wyrzuty sumienia.
Dlatego póki jeszcze masz czas, opiekuj się nim jak najlepiej potrafisz.
Nie popełniaj mojego błędu.
Jak tylko zdołam pozbierać się do kupy, lecę do studia.
Możesz uznać to za idiotyczne, jednak ja postanowiłam upamiętnić moje maleństwo na skórze.
Dwie maleńkie łapki blisko serca.
Mam nadzieję że jesteś szczęśliwa za tym słynnym tęczowym mostem moja mała księżniczko.
Wraz z końcem tygodnia blog zostanie usunięty.
Dziękuję wszystkim którzy mimo mojej dwuletniej nieobecności nadal tu zaglądali.