
Wiecie, że jestem zwolenniczką prostej kuchni, czyli minimum nakładu a maksymalny efekt. Takie jest właśnie dzisiejsze danie. Początkowo chciałam do niego dodać kaszę, ale okazało się tak sycące, że wystarczyła kromka świeżego pieczywa skropiona oliwą, i tak właśnie polecam ją jeść. Miśka widząc jak kroję suszone pomidory z góry mi zapowiedziała, że ona jadła zupę u babci i jeść już nie będzie, ale jak robiłam zdjęcia tuż przed obiadem to sama wyciągnęła talerz i zażądała porcji.
ps. Mina Gabi, jak dostała samą fasolę z chlebem na obiad bezcenna, ale po skosztowaniu mi wybaczyła 