
Rano udało mi się kupić w dobrej cenie borówki z pierwotnym zamiarem ich utylizacji w formie ciasta, ale suma sumarum stwierdziłam, że wolę je ot tak sobie podjadać świeże. Relaksując się potem nad jeziorem, czyli jednym okiem pilnując Miśki, drugim czytając książkę kombinowałam co by tu upiec drożdżowego, bo jest to ulubiony rodzaj ciasta Miśka i tak wpadłam na pomysł, że zamiast jagodzianek mogłabym upiec porzeczanki, bo reszta, która nie trafiła do konfitur błąkała się po lodówce od kilku dni. Do tego typu słodkich drożdżowych bułek można użyć praktycznie każdy rodzaj owoców, czy też dżemów. Jeżeli są bardzo soczyste, bo świeże, to wystarczy wymieszać je z łyżką lub dwoma mąki ziemniaczanej, która wchłonie nadmiar wody i nie dopuści do rozciapciania się ciasta podczas pieczenia. Czarne porzeczki podrasowałam cukrem różanym i tak oto wieczorem w całym domu rozszedł się słodki zapach drożdżowego ciasta i z 12 sztuk dziś rano zostały dwie, bo Misiek postanowił się lansować w nowej pracy moimi bułami i od razu zarezerwował sobie 5 sztuk. I tak o godzinie 21 znowu zostałam bohaterką w swoim domu 