Pod tą tajemniczo brzmiącą nazwą kryje się po prostu krewetkowa szwedzka sałatka. Będąc na wakacjach, kupowaliśmy ją przy okazji każdej wizyty w sklepie by potem zajadać się nią prawie codziennie na śniadanie. Taka domowa wersja jest jednak sto razy smaczniejsza i przynajmniej mamy pewność co znajduje się w środku, a roboty z nią tyle co nic. Zachęcam Was do jej przygotowania.