Padło zamówienie, a co w tłusty czwartek
zamiast ciacha skąpanego w tłuszczu, mogłaby pani polecić?
Pierwsze co mi przyszło na myśl to piekarnik,
jednak jak dla mnie drożdżowy wypiek to już bułka, a nie pączek.
Postawiłam na parę, jak dla mnie ta forma, bardziej zbliżona do pączków.
A sama Wikipedia mówi.....
,,Pampuchy (pączki/bułki/kluski na parze, pyzy (drożdżowe), kluski parowe, parzaki, parowańce, parowce, buchty) –
rodzaj pączków, klusek, pyz z ciasta drożdżowego gotowane na parze"
Tego pomysłu się uczepiłam i postanowiłam trzymać.
Wiedziałam co zrobię, ale jak to urozmaicić?
Co dodać aby było rekompensatą tego rumianego koloru
i smażonego ciasta?
Ciasto:
0,5 kg mąki pszennej
30 g drożdży
3 łyżki ksylitolu (cukier brzozowy)
2 jajka
4 łyżki oleju
niepełna szklanka mleka (około 200 mil)
kilka kropli wanilii
szczypta soli
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
szklanka mąki do podsypania
Krem:
400 g gęstego serka
0,5 szklanki adwokata
szklanka mleka w proszku
Polewa:
50 g gorzkiej czekolady
łyżka masła
2 łyżki mleka
łyżeczka oleju
2 łyżki wiórków kokosowych
Wszystkie składniki na ciasto muszą mieć temperaturę pokojową.
Mąkę, sól i proszek przesiewamy razem.
Drożdże rozkruszamy do miski i zasypujemy cukrem,
gdy zaczną się rozpływać dodajemy mleko i mieszamy.
Pod koniec do płynu wbijamy jajka i dokładnie razem łączymy
Następnie partiami dodajemy mąkę i wyrabiamy.
Jest taka niepisana zasada jeśli chodzi o ciasto drożdżowe.
Jeśli dajemy suche składniki do mokrych łatwiej nam zapanować nad konsystencją.
Ponieważ łatwiej ciasto zagęścić niż rozbić. Ten drugi zabieg jest bardzo
ciężki do od odwrócenia i pracochłonny.
Po około pięciu minutach wyrabiania dodajemy olej,
a gdy przestaje brudzić rękę można dać mu spokój.
Przykrywamy folią lub ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcie.
Gdy podwoi swoją objętość, wyrzucamy na blat mocno oprószony mąką,
rozklepujemy na placek 2 - 3 cm i za pomocą szklanki
wycinamy krążki, które po lekkim uformowaniu
odkładamy do ponownego wyrośnięcia.
Parujemy partiami pod przykryciem około osiem minut.
Jeśli ktoś ma metalową wkładkę, polecam ją przetrzeć olejem,
nie będą się przyklejać i ładnie odejdą.
Kto nie ma polecam, lnianą ściereczką albo jeszcze lepiej gazę.
Ciepłe układamy na kratce aby sobie ostygły.
Z tej porcji ciasta wyszło 20 sztuk wykrojonych szklanką.
Serek jakiego ja użyłam jest bardzo gęsty, zwarty i świetnie się nadaje,
do takich wyrobów. Dodajemy alkohol i miksujemy, później
mleko w proszku i gotowe.
Taką masą przekładamy przekrojone ciastka.
Nakładamy porcję i delikatnie wciskamy w powstałe otwory w cieście.
Składniki na polewę rozpuszczamy w kąpieli wodnej,
smarujemy wierzch każdego pączusia, oprószamy wiórkami i gotowe.
Samo ciasto zawiera niewiele cukru,
nadzienie tyle co z alkoholu i mleka w proszku i zwieńczenie
czyli gorzkawa polewa.
Niby tej słodyczy niewiele, a jednak w całości jest słodkim przysmakiem.
Najlepsze są następnego dnia, kiedy ciasto drożdżowe
przejdzie wilgocią z nadzienia.
Tylko kto by tyle czekał, aż sobie odleżą swoje?
Jak one takie dobre i kuszące.